http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/Wybory_2018/makohonski_informacjelokalne.jpg

Aby poprawić opłacalność hodowli pszczół...

Wyróżniony Aby poprawić opłacalność hodowli pszczół...

Powiat gnieźnieński, uważany powszechnie za duży region rolniczy, coraz częściej ostatnio zwraca uwagę na jedną z bardziej zaniedbanych gałęzi produkcji spożywczej, jaką jest pszczelarstwo. Uświadamiać w tych tematach, jak się okazuje należy wszystkich, od pszczelarzy, poprzez rolników, po władze samorządowe, ale także samych konsumentów. O tym mówił dzisiaj w Gnieźnie autor książki „Współczesna gospodarka pasieczna”.


W piątkowe popołudnie w sali widowiskowej Centrum Kultury „eSTeDe” w Gnieźnie odbyło się szkolenie dla pszczelarzy. Prelekcję pt. „Gospodarka pasieczna w warunkach współczesnych – zagrożenia dla pszczelarstwa” wygłosił Sławomir Trzybiński. Spotkanie zorganizowały dla swoich mieszkańców władze powiatu gnieźnieńskiego. - Prowadzimy działania na dużą skalę, które mają nie tylko podtrzymać pewną tradycję pszczelarstwa, ale przede wszystkim chcemy czynić zabiegi, aby dla samego pszczelarstwa były dobre perspektywy rozwoju. Dzisiaj gościmy praktyka i teoretyka, który omówi aspekty gospodarcze, ale także zagrożenia, które pszczelarstwo napotkać może we współczesnym świecie – mówi Maria Suplicka, członek Zarządu Powiatu Gnieźnieńskiego.

- Najkrócej tłumacząc, za pszczoły w czasach dzisiejszych odpowiedzialni są tylko pszczelarze, a gdy zabraknie pszczelarzy, wtedy zabraknie również samych pszczół – słyszymy na początek prelekcji od Sławomira Trzybińskiego, który prowadzi gospodarstwo pszczelarskie we wsi Łęki w powiecie kolskim, który jest też autorem książki „Współczesna gospodarka pasieczna”, na której łamach dzieli się swoimi doświadczeniami z innymi pszczelarzami.

Zagrożenia, jego zdaniem są różne: - Pszczołom zagrażają przede wszystkim choroby, których kiedyś nie było. Zastanawiamy się często, jak to jest, że kiedyś pszczelarze sobie radzili i tych pszczół było dużo i nie było takich zagrożeń. Jedyny problem był w latach siedemdziesiątych z zakupem cukru na zimę, który był na kartki. Najgorszą chorobą jest waroza, która dotarła do Polski ponad 30 lat temu i cały czas czyni spustoszenie. Pszczelarzowi potrzebna jest wiedza i szkolenia, jak tej choroby uniknąć i jak z tą chorobą walczyć – tłumaczy.

Drugą rzeczą, na którą trzeba zwrócić uwagę są kwestie związane z zanieczyszczeniem środowiska, ale nade wszystko z niewłaściwym stosowaniem przez rolników chemicznych środków ochrony roślin. - To już jest inna odmiana zagrożeń i to jest dość dobrze zorganizowane w naszym kraju, żeby tych problemów nie było, niemniej jednak nadal się zdarzają. Tutaj wiedza jest wymagana nie tyle od pszczelarzy, jak już od rolników i służb, które nadzorują stosowanie takich środków ochrony roślin, aby nie dopuszczały do sytuacji, że pszczoły ulegają zatruciu. Tutaj ważne jest coraz większa skuteczność w uświadamianiu samych rolników – uważa S. Trzybiński.

Ważnym elementem są także kwestie ekonomiczne. - Tutaj pszczelarze od zawsze narzekali, że miód jest za tani i że go trudno sprzedać. Teraz to się zrobiło jeszcze większym problemem, bo boli nas sprawa importu taniego miodu z innych krajów, co nie chroni polskiego pszczelarstwa. Problem jest spory, bo dziś wielu ludzi zanim zaczyna coś robić, to sobie kalkuluje, czy jemu to się opłaca. Jeśli konsument ma na półkach sklepowych tańszy miód gorszej jakości, ale który jest dobrze promowany, to mnie nie dziwi, że decyduje się na taki zakup. A polski pszczelarz, którego na to nie stać często stwierdza, że taka produkcja jemu się nie opłaca. Trzeba więc zmieniać świadomość konsumencką w tym temacie – zauważa prelegent.

- Do tego wszystkiego dochodzą oczywiście inne rzeczy, np. brak następców, ale to było zawsze. Jeżeli byłaby opłacalność i mielibyśmy do czynienia z bardzo dobrym usadowieniem ekonomicznym pszczelarstwa, to wówczas nie będzie żadnego problemu z tzw. następcami. Wiemy, że na stanowiska wójtów w gminach czy burmistrzów w miastach jest wielu chętnych, bo tam się zarabia tysiące, a na pszczelarstwie tyle się nie zarabia. Podsumowując, jeśli byśmy poprawili opłacalność chowu pszczół, to nie byłoby problemu z następcami – ocenia S. Trzybiński.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.