http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Narodowy Dzień Życia: „To nie bierze się znikąd”

Wyróżniony Narodowy Dzień Życia: „To nie bierze się znikąd”

Obchodzony w Polsce od 2005 roku i zorganizowany w Gnieźnie po raz trzeci Narodowy Dzień Życia został opatrzony w tym roku hasłem „Rodzina – Niepodległa”. Z tej okazji w sali sesyjnej tutejszego Starostwa Powiatowego wygłoszono dwie nawiązujące do tych słów prelekcje.


W pierwszej kolejności uczestnicy konferencji mieli okazję posłuchać rozważań na temat kształtowania wartości patriotycznych w rodzinie. – To, co jest najważniejsze w tym temacie, to jest dawanie przykładu, uczestnictwo i naturalne postępowanie, bo dzieci i młodzież nie znoszą sztuczności, nie znoszą wykładów i nudy po prostu, bo wolą działać. I właśnie dlatego wszelkie formy, które włączają i które są uczestnictwem, współtworzeniem, to jest dużo bardziej efektywne. Stara maksyma starożytna mówi przecież, że słowa wprawdzie nas uczą, ale pociągają dopiero przykłady – podkreśla Tomasz Łęcki, dyrektor Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości w Poznaniu. – Najważniejsze, żeby taka rodzina była dobra, tzn. nie idealna, bo ideał nie jest zazwyczaj osiągalnym, ale żeby była dobra, czyli żeby byli rodzince i żeby były dzieci, a spraw związane z patriotyzmem, niepodległością i losami państwa nie odkładać i nie polecać tylko lekcjom historii, ale wspólnie przeżywać – dodaje T. Łęcki.

Jak takie kształtowanie powinno wzorcowo przebiegać? – Jeżeli spędzamy razem wakacje, to warto, aby oprócz rekreacji i wesołości dotykać jednak miejsc, które zostały naznaczone tą naszą historią. Jeżeli jest jakieś wydarzenie w naszej okolicy, które upamiętnia tych, którzy byli przed nami i którzy troszczyli się o sprawy państwa, o losy Polski, to jednak nie należy ich przedkładać na rzecz wygodnictwa. Ja mam też takie doświadczenie, że znalazłem taką formę, którą współtworzę i w której razem z żoną i dziećmi wspólnie te dzieje Polski odtwarzamy, myślę tutaj o widowisku historycznym. Jest ponadto mnóstwo instytucji, stowarzyszeń, muzeów, placówek kulturalnych, które dziś zachęcają do tego, aby być otwartymi i atrakcyjnymi, aby pociągać i wywoływać pozytywne emocje. Zatem jest z czego korzystać, trzeba tylko chcieć korzystać – przekonuje T. Łęcki.

Drugi prelegent opowiadał o heroizmie i poświęceniu, który zawarł w swoim wykładzie pt. „W domu rodzinnym powstańca gnieźnieńskiego”. – 100 lat temu te rodziny, które tu żyły, w Gnieźnie i okolicach stanęły przed szansa urzeczywistnienia marzenia wielu pokoleń wcześniejszych, bo patrząc matematycznie to będzie cztery lub pięć pokoleń, które stanęły wobec dramatu zaborów i nie żyły w wolnej Polsce – mówi Paweł Trygalski, nauczyciel historii z Gimnazjum nr 2 im. Powstańców Wielkopolskich w Gnieźnie, a także członek zarządu Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego. – Nie było państwa polskiego, ale polskości w naszym społeczeństwie nie zabito, mimo wielu prób. To nie byłoby możliwe bez pewnego wychowania i tych tradycji, które były kultywowane w polskich rodzinach, bo młodzi co prawda mieli wzorce w postaci organiczników, którzy pokazywali kierunki, jak należy postępować, ale ta codzienna mozolna praca nad tym, żeby na wszelkie sposoby walczyć z germanizacją była właśnie w rodzinach. To rodziny stanęły do boju, gdy nawet chciano w pewnym momencie uczyć religii po niemiecku i wtedy rozpoczęły się strajki – wskazuje P. Trygalski.

Polacy czekali przez długie 123 lata na to, aby nasi trzej zaborcy, którzy ze sobą zgodnie współpracowali, nagle zaczęli ze sobą walczyć i my wtedy zaczęliśmy odbijać zabraną nam niepodległość. – Wtedy właśnie Wielkopolanie wykorzystali wszystko to, czego ich tak naprawdę Niemcy nauczyli, bo żeby pokonać Prusaków w dziedzinie kultury i gospodarki, nasi musieli być od nich lepsi. Byłoby to też niemożliwe bez tego, co oni wynieśli ze swoich rodzin i fenomenem tego całego Powstania Wielkopolskiego i tych rodzin wielkopolskich jest to, że do tego powstania poszły całe rodziny, czyli ojcowie i synowie, mało tego, o czym czasami się zapomina, tam poszły walczyć też kobiety. To było powstanie, które moglibyśmy nazwać powstaniem powszechnym, a nie ograniczone, jak te powstania wcześniejsze, do grupy szlacheckiej czy chłopskiej. Tam poszli wszyscy, bez względu na to, czy ktoś był kowalem, nauczycielem, inteligentem, ziemianinem, czy ktoś miał wojskowe przeszkolenie czy nie miał, poszli wszyscy. Można powiedzieć, że z niczego powstała armia polska, która potem biła się praktycznie do 1921 roku i to wszystko było efektem tych działań, które były prowadzone tu od lat 40-tych XIX wieku, czyli walki z zaborcom na polu innym niż front i z karabinem w ręku – tłumaczy P. Trygalski.

- Okazało się, że dobry kredyt w banku, dobre gospodarowanie ziemią, to też jest oręż do walki z germanizacją i można było tych naszych zaborców na tym polu pokonać. To też był z ich strony patriotyzm, bo przecież patriotyzm ma dwa rodzaje, to jest także patriotyzm w czasie pokoju, kiedy nastawiamy się na inne treści, i wtedy każde działania, które polegały na tym, że zaborca nie osiągał zamierzonych celów, to był również patriotyzm. Druga sprawa, że tradycja i jej kultywowanie to też jest patriotyzm, bo kształtowanie młodych ludzi, bo jeśli sobie spojrzymy na wiek większości tych ludzi, którzy walczyli w Powstaniu Wielkopolskim, to byli 19- i 20-latkowie i oni musieli być wcześniej mentalnie do tego przygotowani, by jak ja to mówię, od obiadu odejść i pójść do powstania. To nie bierze się znikąd. Oni byli po prostu latami i pokoleniami do tego przygotowywani przez swoich przodków, przez swoje rodziny – podsumowuje P. Trygalski.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.