http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Tradycja dudziarska Gniezna i Jarocina czyli dwóch dudziarzy i Szczuny z Kareji

Wyróżniony Tradycja dudziarska Gniezna i Jarocina czyli dwóch dudziarzy i Szczuny z Kareji

Tekst ten jest hołdem oraz dedykacją dla ostatniego dudziarza gnieźnieńskiego co tak dla ludzi grywał” - ś.p. Leona Galińskiego oraz znakomitego jarocińskiego dudziarza - ś.p. Franciszka Szymkowiaka.


Dumą i chlubą jest grać w Jarocinie. Dlaczego?
Jedną z idei moich poczynań jest kontynuacja gnieźnieńskiej oraz wielkopolskiej tradycji dudziarskiej. Gra na dudach to przede wszystkim głos przodków, głos czegoś co niematerialne i magiczne. Był kiedyś na naszym fyrtlu dudziarz... ostatni „co tak dla ludzi grywał” na tej swojej kozie - ś.p. Leon Galiński (ur. 10.IV.1922 w Raszkowie, zm. 3.IV.1999 w Gnieźnie)

Był człowiekiem z pewną misją. Kontynuował piękną tradycję naszych przodków przygrywając ludziom na tym iście dumnym i archaicznym - WIELKOPOLSKIM instrumencie.
To właśnie w Jarocinie Leon Galiński grywał na dudach razem z dudziarzem Franciszkiem Szymkowiakiem. W ostatnich dniach tradycja powróciła! Dudy i gwara z Gniezna znów przyjechały i dały o sobie znać w tym wyjątkowym miejscu.

Występ gwarowo-dudowy w Muzeum Regionalnym w Jarocinie
Muzeum Regionalne opanowało muzyczno-gwarowe wspomnienie o dwóch dudziarzach, Powstaniu Wielkopolskim oraz pięknie kultury naszego regionu. Duet “Szczuny i Graczyki” czyli Jarek Mikołajczyk i Mikołaj Woźniak wystąpili w sali historycznej Muzeum Regionalnego w Jarocinie. Szczun godo, dudziorz gro. Publika w osiemdziesięciu procentach seniorzy - oni doskonale wiedzą o co chodzi w tej Wielkopolsce. Nieco młodsi również uczestniczyli! Przecież jak złapią bakcyla to też w końcu kumają nie?

Niesamowite spotkanie
Jednym z najważniejszych akcentów było nietuzinkowe i międzypokoleniowe spotkanie. Dostąpiłem okazji spotkania i rozmowy z wnuczką oraz córką dudziarza, z którym nasz gnieźnieński dudziarz grywał. Takie wydarzenie jest ogromnie budujące - niesie ze sobą kontynację i przetrwanie czegoś co niematerialne. Należy pamiętać, że kulturę niematerialną znacznie ciężej jest zachować niż materialną. Nam się to udaje!

Skąd dudy wielkopolskie w Westfalii?
Ludzie emigrując zabierali ze sobą instrumenty i przyczyniali się do zachowania muzycznej tożsamości kulturowej wielkopolski. Dlaczego stojąc przy tym zdjęciu czułem się wyjątkowo? Franciszek Szymkowiak, syn dudziarza ze zdjęcia mógł stroić oraz grać na dudach, które właśnie trzymam w ręku...

„Ojciec umarł syn pozostał, syn po ojcu dudy dostał”
Wedle tradycji rodzinnej Franciszek odziedziczył nie tylko dudy ale również imię po swoim ojcu. Ojciec dudziarz również zwał się Franciszek, do wolnej Polski wrócił w 1918 roku podczas Odzyskania Niepodległości.

Franciszek Szymkowiak - wspomnienie
Jarociński dudziarz słynął z doskonałej gry oraz strojenia dud wielkopolskich. Wielu dudziarzy przyjeżdżało do niego po strojenie i warsztat instrumentalny – w tym m.in. Leon Galiński. Razem z bratem Władysławem Szymkowiakiem, który grał na skrzypcach podwiązanych tworzyli kapelę dudziarską oraz prowadzili szkółkę w jarocińskiej szkole muzycznej. Ich muzykę słyszały przeglądy, konkursy, ludzie. Przede wszystkim przodkowie.

„Połączenie dusz”
Myślę, że gdzieś na drugim świecie zarówno Leon Galiński jak i Franciszek Szymkowiak cieszą się, że „cały czas grają”. Ciało pozostaje ciałem natomiast dusza trwa wiecznie. Dudziarstwo jest sztuką wyższą. Kiedy człowiek zwiąże się z tym instrumentem to nie ma odwrotu. Z czasem na twoich barkach spoczywa zadanie ogromnej wagi. Twoja gra przeradza się w misję... misję przekazywania tradycji. Dusza włożona w ten instrument przechodzi na kolejnego spadkobiercę. Grając odczuwam ogromne brzemię oraz ciężar zadania jaki na mnie spoczywa. I stolica Polski po dłuższym czasie doczekała się swojego dudziarza. Dokładam wszelkich starań aby temu sprostać i daję z siebie tyle ile tylko mogę. Ciężka praca, samozaparcie i pokora powodują, że czuję spełnienie oraz poczucie robienia czegoś ważnego. Przede wszystkim dla społeczeństwa, kraju, kultury.

Leon Galiński - wspomnienie
Leon Galiński s. Michała, wiejskiego kowala, urodził się 10 IV 1922 roku w Raszkowie. Ukończył Szkołę Rolniczą w Pleszewie i już w Gnieźnie uzyskuje maturę. Cała jego rodzina była uzdolniona muzycznie i on od najmłodszych lat wykazywał duże zainteresowanie szeroko rozumianą sztuką. Grywa na weselach i innych uroczystościach na skrzypcach i przede wszystkim dudach, które były tam szeroko rozpowszechnione. Zajmuje się też malarstwem, tkactwem i garncarstwem. W Gnieźnie jako instruktor w MOK-u i w Szkole Muzycznej, uczy gry na dudach. Instrument ten, podobnie jak i inne (wartoły, piszczałki, trombity) sam też buduje. Dziś jego instrumenty, obrazy i inne dzieła prezentowane są w muzeach. Występuje m. in. na Turniejach Dudziarzy, w WPE w Dziekanowicach - jego „dudziarskie” tradycje kontynuuje w Gnieźnie przede wszystkim D. Januchowski.

Pracował m.in. w Prezydium PRN w Gnieźnie jako kierownik Wydziału budżetowo – Gospodarczego i w Kombinacie PGR Rybno Wielkie na podobnym stanowisku. Jako człowiek wrażliwy i uczynny jest wielkim społecznikiem. Jest członkiem Miejskiej rady Kultury przy Prezydencie M. Gniezna w l. 1983-86 i jej przewodniczącym w następnej kadencji. Na osiedlu Skiereszewo (tam zamieszkał) przewodniczy Społecznemu Komitetowi Gazyfikacji w l. 1988 – 91. W roku 1996 obchodził jubileusz 60. lecia pracy twórczej. Od 1986 jest aktywnym członkiem KG „Ornak” . Często gościmy go wśród nas (z wzajemnością), uświetnia grą na dudach i ich prezentowaniem nasze spotkania. Za swoją działalność artystyczną i społeczną został w r. 1986 nagrodzony tytułem „Gnieźnianina Roku”.

Dla nas Pozostanie w pamięci jako człowiek cichy, skromny i serdeczny. Kończy swój żywot 3 IV 1999 roku i zostaje pochowany w Gnieźnie, na cmentarzu św. Piotra. (Tekst autorstwa Pana Tadeusza Gajdy pochodzi ze strony: www.ornak.gniezno.pttk.pl)

Wyrazy szczególnego podziękowania za życzliwość oraz pomoc w uzyskaniu informacji kieruję do:
Pani Gertrudy Witczak (córki dudziarza Franciszka Szymkowiaka)
Pani Lidii Sokowicz (wnuczki dudziarza Franciszka Szymkowiaka)

Dziękuję Jarkowi Mikołajczykowi za wspólny występ, Muzeum Regionalnemu w Jarocinie za ciepłe przyjęcie, Joannie Wójcik za materiały oraz przyjacielowi z odtwórstwa historycznego - Przemysławowi Grześkiewiczowi, który wsparł nas logistycznie oraz z całą rodziną (tą najmłodszą) zaszczycił nas obecnością podczas występu.

Wiwat Gniezno, Wiwat Jarocin, Wiwat Wielkopolska!

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.