http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Złoto polskich motoparalotniarzy w cieniu tragedii

Wyróżniony Złoto polskich motoparalotniarzy w cieniu tragedii

Na lotnisku Breclav w Czechach odbyły się od 19 do 26 sierpnia, Motoparalotniowe Mistrzostwa Europy. Do rywalizacji zgłoszono 13 państw. Reprezentacja Polski liczyła 18 załóg i była najliczniejszą. Czesi wystawili 14 załóg a Francuzi 13. Zarejestrowali się również zawodnicy z Australii, Austrii, Niemiec, Anglii, Węgier, Włoch, Japonii, Rosji, Słowacji oraz Hiszpanii.


Gnieźnieńskie Stowarzyszenie Sportów Lotniczych im. L. Szajdy reprezentowały 3 załogi w najtrudniejszej klasie - PL2: Daniel Walkowiak i Michał Perkowski, Tomasz i Ewelina Kroteccy, Marek Barczyński i Violetta Bara. Rozbicie obozowiska również zajęło trochę czasu. Od rana i wieczorami piloci wykonywali loty treningowe. Ceremonia otwarcia odbyła się 19 sierpnia o godz. 10.00. Warunki były wietrzne i konkurencji w tym dniu nie było ale w zamian za to odbył się przegląd sprzętu wraz z jego obfotografowaniem i oplombowaniem wraz ze sprawdzeniem dokumentów. Następnie przygotowano paliwo do konkurencji ekonomicznych, które zostało zważone , zaplombowane i zaniesione do depozytu. Dla klasy PL1 i PF1 było to 3 kg a dla klasy PL2 6 kg co daje ilość 8.13 l.

Wieczorem ku zaskoczeniu, prognozy poprawiły się i dyrektor sportowy otworzył 3-godzinne okienko free fly od 17 do 20. Wszyscy w tym czasie próbowali trenować celność lądowania.

- Niedziela upłynęła nam w oczekiwaniu na poprawę warunków pogodowych. Część ekipy wybrała się na wycieczki krajoznawcze inni konstruowali nowe mapniki ponieważ mapy, na których lataliśmy były w skalo 1:66666 formatu A3 – mówi Marek Barczyński, prezes  Gnieźnieńskiego Stowarzyszenia Sportów Lotniczych im. L. Szajdy. - W poniedziałkowy poranek wiatr przy ziemi praktycznie nie istniał, każdy startował w innym kierunku. Od godziny 6.00 rano rozpoczęło się plombowanie telefonów, pilot przed startem do konkurencji musi przy sędziach wyłączyć swój telefon a następnie schować go do koperty z plombą. Telefon może być użyty w przypadku lądowania awaryjnego „w polu” by wezwać zwózkę. Po konkurencji pilot, który powrócił na  lotnisko musi wyjąć telefon z koperty w obecności sędziego i pokazać, że telefon jest wyłączony. Po plombowaniu odbyła się kwarantanna czyli czas, w którym zawodnicy opracowują swoją trasę przelotu – dodaje.

Jak wyjaśnia M. Barczyński, zadanie polegało na tym, by w limicie czasu 90 minut przelecieć jak najwięcej punktów zwrotnych na mapie oraz pokonać jak największy dystans pomiędzy tymi punktami. Po starcie w bezwietrzu na około 100 metrach piloci pod wiatr praktycznie stali w miejscu. Wszystkim załogom udało się wystartować w oknie startowym, nie obeszło się niestety bez problemów. Kilku pilotów uszkodziło linki przy starcie, jeden z pilotów hiszpańskich latających na trajce po starcie prawie zderzył się z innym pilotem, użył spadochronu zapasowego i wylądował bezpiecznie.

- Poza lotniskiem lądowała nasza załoga Eweliny i Tomka Kroteckich, którzy mieli problemy z silnikiem. Szymon Winkler wykonał świetny przelot, niestety zahaczył 2 m o strefę No Fly Zone i niestety zalicza zero za konkurencję, Szymon również zgubił swój mapnik po zamknięciu trasy, kilkanaście minut poszukiwań w polu z dyniami i udało się odnaleźć zgubę – opowiada M. Barczyński.

Wieczorna konkurencja celności lądowania została odwołana pomimo dobrych warunków atmosferycznych.

W drugim dniu zawodów na VI Motoparalotniowych Mistrzostwach Europy odbyła się druga konkurencja nawigacyjna – nawigacja precyzyjna z deklaracją czasu. Od godziny 6.00 rano odbyło się plombowanie telefonów a następnie kwarantanna, w której piloci planowali swoją trasę oraz wypełniali deklaracje, w której sekundzie lotu pojawią się na punktach kontrolnych. Wszyscy zawodnicy wrócili na lotnisko, nikt nie lądował w polu. Następną konkurencją była ekonomia - roztankowanie napędów w parach z zawodnikami z innych drużyn. Piloci mieli za zadanie na określonej ilości paliwa (3 kg PF1/PL1, 6 kg PL2) polecieć trasę trójkąta, którego powierzchnia będzie największa, Pierwszy bok tego trójkąta był premiowany za prędkość.

- Trzeci dzień zawodów – od rana konkurencja techniczna – lądowanie na celność z wyłączonym silnikiem na wysokości 150 m. W locie poziomym 0,5 m nad ziemią trzeba „skosić” 5 piankowych słupków nie dotykając ziemi. Konkurencja bardzo trudna. Po południu ponownie konkurencja „czysta ekonomie” – kto utrzyma się dłużej w powietrzu na wcześniej odmierzonym paliwie. Noszenia były mocne, chwilami ocierało się o 7 m/s w górę, na ponad 1000 m latały z nami suche liście od kukurydzy – wyjaśnia M. Barczyński.

Tragedia
Podczas właśnie tej konkurencji wydarzyła się duża tragedia - młody 23-letni pilot Mariusz Kozarzewski na skutek złożenia się skrzydła spadł z wysokości 150 m ponosząc śmierć na miejscu. Naoczni świadkowie (piloci z Austrii i Hiszpanii) którzy latali obok powiedzieli, że widzieli, jak Mariusz na wysokości ok. 150 m nad ziemią próbował szarpaczką znad głowy uruchomić silnik dwoma rękoma. Loggery potwierdzają tę wysokość. Skrzydło silnie bujało się na boki. Następnie weszła klapa z jednej strony, potem z drugiej, jedna się otworzyła i w rotacji zszedł do ziemi. Austriak, który pierwszy wylądował przy Mariuszu tak się składa, że jest lekarzem i to on rozpoczął reanimację. Potem lądowali wokół inni piloci, także z Polski – Marcin Bernat telefonicznie powiadomił o wypadku obozowisko i organizatora oraz co bardzo ważne przesłał koordynaty GPS na służb ratunkowych. Miejsce, gdzie upadł było bardzo silnym kontrastem termicznym.

- Wszyscy zawodnicy połączyli się z naszą reprezentacją i bratem Mariusza, Pawłem, który również jest pilotem i reprezentantem Polski, w żałobie. Przed naszym obozem pojawiły się znicze i flagi różnych państw. Wszyscy w milczeniu wracali do swoich obozowisk. Wieczorem wyznaczono białymi zniczami ok. 300 m drogi startowej na lotnisku jako symbol „powrotu” dla Mariusza – mówi M. Barczyński. - W związku z tą tragedią Dyrektor Zawodów zadecydował, iż następnego dnia jest żałoba i zawody nie odbędą się. Piloci podjęli decyzję, że o godz. 6.04 tuż przed wschodem słońca wszyscy staniemy na lotnisku, uczcimy minutą ciszy jego śmierć, wysłuchamy jego ulubionej piosenki o lataniu a następnie o godz. 7.00 wszyscy przelecimy nad miejscem wypadku, które znajdowało się 4 km od lotniska. Prowadzenie powierzono naszej reprezentacji na czele, której leciał pilot z dużą Polską flagą. Widok 80 motoparalotni w powietrzu zapierał dech w piersiach. Po 30 – to minutowym przelocie wszyscy bezpiecznie wylądowali. Polska reprezentacja klasy PL 2 podjęła jednomyślnie decyzję o nie braniu udziału w dalszych zawodach ze względu na śmierć kolegi. Inni piloci podejmowali decyzje zgodnie ze swoim sumieniem. Reprezentacja Czech w PL 2 solidaryzując się z nami podjęła taką samą decyzję – dodaje.

W piątek rano rozegrano jeszcze dwie konkurencje – czysty start i nawigację po linii krętej tzw. „wąż”.

W sobotę, 26 sierpnia o godz. 11.00 nastąpiła ceremonia zakończenia  VI Motoparalotniowych Mistrzostw Europy. Podczas skromnej ceremonii rozdano dyplomy i medale. Polska zdobyła złoty medal drużynowy w klasie PL1, PL2, złoty indywidualnie – Wojciech Bógdał w klasie PL1, brązowy w klasie PF 1, srebrny w klasie narodowościowej. W sumie aż cztery razy odegrano Mazurka Dąbrowskiego co wszystkich Polskich zawodników przyprawiało o dreszcze. Wszystkie te medale zostały przekazane Mariuszowi dla którego te zawody stały się ostatnie.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.