http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Słabość mocarza

Wyróżniony Słabość mocarza

Najbardziej nośnym tematem dotyczącym lasu, jest ostatnio casus mordowania dzików, w celu ograniczenia skutków rozprzestrzeniania się afrykańskiej zarazy, ja bynajmniej nie uchylam się od zabrania głosu w tej sprawie, ale tym razem chcę zająć się czymś zupełnie innym, może mniej kontrowersyjnym, ale nie mniej ciekawym.


Bohaterem dzisiejszej opowieści będzie dąb, nasz rodzimy Matuzalem, którego możemy spotkać w lesie,  w miejskim parku, czy nawet na skwerze. To, że dąb jest drzewem szczególnym, każdy wie, bo jakże często pełni on rolę pomnika i nosi własne imię. Najsłynniejszym polskim dębem jest chyba legendarny Bartek, który rośnie we wsi Bartków koło Zagnańska w kieleckiem. Dębów ogromnych i „najstarszych” jest w Polsce wiele, a nasz Mieliński, który rośnie w pobliskim Mielnie, naprawdę nie ma się czego wstydzić. Co do wieku konkretnego przedstawiciela królewskiego rodu, jeszcze się wypowiem jako amator na podstawie własnego doświadczenia, które będzie istotną częścią tego artykułu. Zacznę jednak od zagadki, która pewnie zastanawia nie jednego obserwatora przyrody.

Jak to się dzieje, że co parę lat pod każdym dużym dębem  leżą tysiące żołędzi, ale konia z rzędem temu, kto znajdzie tam młode dębowe  drzewko. Ja sam zacząłem się nad tym głębiej zastanawiać w okolicznościach sprowokowanych ludzką głupotą. Otóż jakieś dwadzieścia lat temu, działające przy naszej szkole Stowarzyszenie „Onuphrius” posadziło na popularnej w Czerniejewie „Grobli” cztery dorodne dęby i nadało im historyczne imiona, aby sobie rosły szczęśliwie i doczekały czasów, kiedy po nas samych nie będzie już śladu.

Drzewa sadzi się zwykle jesienią, ale przyszła pierwsza wiosna i  do akcji wkroczyli dzielni „ogrodnicy” zaopatrzeni w spalinowe kosiarki do trawy i oprócz zielska, podkosili też dęby. Ponieważ na wspomnianą „Groblę” wychodzę codziennie z pieskiem, przez wiele sezonów starałem się uratować biedne drzewa, ale pomimo tych zabiegów (m.  Innymi owinąłem je wykładziną podłogową) żadne z nich się nie uratowało, bo wszystkie zostały skutecznie podcięte wirującą żyłką kosiarki. Pomyślałem wtedy – trudno, nic już  z tego nie będzie, ale przecież las rośnie nie daleko, a tam dębów pełno. Ano właśnie, dębów – i to ogromnych, rośnie tam dużo, małego, pomimo że szukałem zarówno pod dębami w lesie, jak i pod nasłonecznionymi stanowiskami wśród pól, gdzie jesienią  żołędzie można zbierać szuflą, żadnego dąbka nie znalazłem nigdzie. Bardzo mnie to zastanawiało, ale odpowiedź jak to się dzieje, uzyskałem (jak się zdaje) dopiero niedawno.

Jakieś 18 lat temu, idąc leśną drogą, która biegnie po tajemniczej Grobli na której rośnie kilkusetletni dąb „Pomnik Przyrody – prawem chroniony”, zobaczyłem dwa charakterystyczne zielone listki. Nie było wątpliwości, na samym środku drogi po której jeżdżą również ciężkie  lory wywożące drewno z lasu, rósł najprawdziwszy synek ogromnego mocarza. Jakim cudem w ogóle wykiełkował i jakim cudem nikt go nie rozjechał, na zawsze pozostanie tajemnicą. Jedno było dla mnie pewne, wygrałem los na loterii, a pozostawienie go w tym miejscu oznaczało pewną śmierć istoty, która z moją pomocą miała szansę wielokrotnie przeżyć swego wybawcę. Ostrożnie wydłubałem z ziemi żołądź z którego wyrastała maleńka łodyżka zaopatrzona w dwa zielone listki. Wcale nie przesadzę gdy powiem, ze całość mieściła się w jednej mojej dłoni.

Maleńkiego kandydata na olbrzyma posadziłem przy swoim garażu i przez kilka lat pielęgnowałem jak tylko potrafiłem. Teraz, drzewo ma przynajmniej 6 metrów i wynosi się ponad dach garażu, gdzie zawsze świeci  słoneczko. Ku mojemu zaskoczeniu, mój dzielny wychowanek ubiegłej jesieni wydał pierwsze owoce (zaskoczenie polega na tym, ze w Internecie znalazłem wiadomość, że pierwsze owocowanie po 30 latach! To rzadkość) których część posadziłem wprost do gruntu (i jestem ciekawy efektu) a cztery żołędzie postanowiłem zakiełkować w domu. Z  czterech owoców, które do czasu widocznego obudzenia się, trzymałem w płytkiej wodzie, trzy wyraźnie zakiełkowały i przesadziłem je do kubeczków po śmietanie, co możecie Państwo zobaczyć na załączonym zdjęciu. Czwarty żołądź się nie obudził nie wiedzieć czemu.  I tutaj (być może) dochodzimy do rozwiązania zagadki o której pisałem na początku. Jak to się dzieje, że z tysięcy, a nie z marnych kilku, nie wyrosną godni następcy ich wielkiego rodzica? Myślę, że mam podstawę aby stwierdzić, że sprawa jest bardo prosta. Otóż zachęcony sukcesem wyhodowania trzech dorodnych dębów, bardzo się ucieszyłem, gdy po pewnym czasie odnalazłem w ogródku jeszcze dwa ładne żołędzie. Oczywiście postąpiłem z nimi identycznie jak z czterema pierwszymi, ale pomimo długiego oczekiwania i wyraźnego spęcznienia owoców (aż popękały) żaden z nich nie wykazał oznak życia i wtedy zrozumiałem tego przyczynę. Otóż ci dwaj pechowcy doświadczyli nie wielkiego przecież, ale jednak - mrozu.  Wprawdzie magazyn nasion na Spitsbergenie znajduje się w wiecznej zmarzlinie i przechowywanym tam okazom to nie szkodzi, to wydaje się, że zasada ta nie dotyczy dębu. Pamiętam też z czasów kiedy polowałem, co koledzy leśnicy mówili o młodych dębach - że są wrażliwe na mróz i dobrze dla nich, kiedy jako maleństwa rosną pośród wysokich traw które je osłaniają. Teraz czekam tylko na wiosnę, aby wysadzić moich muszkieterów do gruntu i cieszyć się ich pięknem. Może też mają swoje dębowe dusze i kiedy już mnie nie będzie, któryś wspomni o tym człowieku, któremu zawdzięczają swoje życie.

Do felietonu załączam zdjęcie i sonet poświęcony ich historii.

 

Dąb
(sonet o cudzie istnienia)

Zielonym maleństwem przyniosłem cię z lasu…
Dwa listki rozpięte na wątłej szypułce.
Ty, dziecię olbrzyma i synonim czasu,
na dukcie wyrosłeś, a nie w leśnej szkółce.

Cudem cię minęły koła wielkiej lory,
co z hukiem obiegły twe życia pragnienie.
Ona, smagłe lasy i przepastne bory
unosi ku miastu jak ciche skinienie.

Teraz, w mym ogródku niby król w koronie,
wynosisz się dumnie nad dachem budynku.
Ty - mocarz w rozkwicie - mnie, szron zdobi skronie…

Żegnaj mój kochany i dorodny synku.
Wspomnij mnie po wiekach, gdy wiosna cię zbudzi
bo taki los dębu, a taki los ludzi…

31.12.2018
Sz.K.

1 komentarz

  • Alina Wojnowska
    Alina Wojnowska poniedziałek, 21, styczeń 2019 00:14 Link do komentarza Raportuj

    Tak trzymać Panie Szczepanie! Przyroda to coś o co musimy dbać. Dla nas i przyszłych pokoleń!

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.