http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Pomożemy!

Wyróżniony Pomożemy!

Przepraszam najmocniej, jeżeli się powtarzam, ale ja tak uwielbiam to stwierdzenie, że nie mogłem sobie darować. Otóż, pewna moja znajoma pomyliła pigułki antykoncepcyjne z tabletkami na uspokojenie, urodziła dziesięcioro dzieci i w ogóle się nimi nie przejmuje. Przejmować się zresztą nie musi, gdyż o nią i jej dzieci dba nasze, ciągle jak najbardziej socjalistyczne, państwo, czyli mówiąc krótko – my wszyscy.


Zarobki męża tej pani, mimo wsparcia potężnym dodatkiem rodzinnym oraz jeszcze potężniejszym zasiłkiem, znanym pod kolokwialną nazwą 500 +, mimo wszystko ledwo wystarczają na podstawowe artykuły spożywcze, takie jak: chleb, wino i papierosy.
    
Tak, pani ta pali papierosy i winko też lubi, ale przecież co w tym złego? W końcu musi wypełnić czymś – niegdysiejszy przywilej władców – wolny czas. Jest to zresztą – poza dziećmi oczywiście – jedyna rzecz, jaką moja znajoma posiada w nadmiarze.

Tak się bowiem porobiło, że połowa mieszkańców naszego kraju ciągle biega znerwicowana, z wywieszonym jęzorem, żeby zarobić na tę drugą połowę, która nie ma pracy, a właściwie to nie chce jej mieć. A w takiej sytuacji trudno przecież wypełnić czymkolwiek sensownym szarość dnia codziennego. Czy południowoamerykańskie seriale nie mogłyby być emitowane częściej i dłużej?

Potrzeba potężnych pieniędzy. Na te pieniądze czekają przecież naprawdę potrzebujący. Dzieci mojej znajomej były już, co prawda nad morzem (z księdzem), w górach (wyjazd dla dzieci z rodzin popegeerowskich), na Mazurach (jakaś tam fundacja), w Krakowie (opieka społeczna) i w Warszawie (jakieś stowarzyszenie dobroczynne), ale nie były jeszcze w Paryżu. A to poważne zaniedbanie...

Zresztą, co tam Francja, dzieci tej pani nie mają nawet komputera. To znaczy mają, ale komputer dostały z jednego źródła, a drukarkę, myszkę i klawiaturę z innych i poszczególne składniki nie są ze sobą kompatybilne. A nawet gdyby były to dzieci i tak nie mogłyby posługiwać się komputerem, bo ich mama, po pijaku, na kościach pamięci ugotowała zupę. A nawet gdyby nie nagotowała tej komputerowej zupy to i tak dzieci nie mogłyby korzystać z komputera, bo pomimo bardzo gruntownej edukacji (każda klasa średnio dwa razy) nie posiadły takiej wiedzy.

Dzieci te bardzo garną się natomiast do sportu, większość grała nawet w miejscowej drużynie piłkarskiej, co prawda do pierwszych profesjonalnych butów (sprzedali je zaraz po otrzymaniu), ale zawsze. W zasadzie to uważam, że powinny dostać drugie, każdemu należy przecież dać szansę. Drugą, a nawet trzecią...
    
Do szczęśliwego dzieciństwa wiele im jeszcze oczywiście brakuje. Przykładowo jeden z sąsiadów ciągle ich prześladuje, i to dlaczego! Tylko dlatego, że sikają na klatkach schodowych. A gdzie niby mają sikać, jak do domowej ubikacji ciągle jest kolejka a w zlewie stoją brudne gary?

Już tylko pobieżne i wyrywkowe przedstawienie problemów tej jednej rodziny może przybliżyć problem i zaświadczyć o jego skali. Koniecznie należy coś z tym zrobić! Wydaje się, że wyciągnięte właśnie z partyjnego kapelusza i cudownie rozmnożone 40 mld złotych oraz rozdanie ich „biednym” i „potrzebującym” jest dobrym pomysłem oraz milowym krokiem we właściwym kierunku. Tylko, żeby czasami, broń Boże, nie dać ich nauczycielom. Niech dalej zapierd.... za miskę ryżu, w końcu to nie zawód, tylko misja!

A co potem? Co po wyborach? Druga Grecja? Zresztą, kogo to obchodzi? Przecież po nas – po nich znaczy się – choćby potop!

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.