http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Upał i piramidalna głupota

Wyróżniony Upał i piramidalna głupota

Dookoła nas wszechobecna martyrologia: wojny, powstania, cierpienia, więzienia i prawie zawsze przepiękne bohaterskie… porażki! Tymczasem mnie w tym coraz mniej strawnym nacjonalistyczno – religijnym sosie i taplającymi się (czytaj: lansującymi) w nim politykami zastanawia coś zgoła innego, krańcowo różnego i odmiennego, a mianowicie... klimat. Upały, które panują od prawie dwóch tygodni, a w ostatnich dniach szczególnie dokuczliwe, spowodowały, że zmianę klimatu może dostrzec naprawdę już każdy. Nie da się dłużej ukrywać, że klimat naprawdę się zmienia. I to w zastraszającym, geometrycznym postępie i tempie.


To, co jeszcze nie tak dawno było nie do pomyślenia, dzisiaj jest już całkiem realne. Zamiast czterech tradycyjnych pór roku, jakie pamiętamy jeszcze z dzieciństwa, dzisiaj mamy już w zasadzie tylko dwie: suchą i deszczową. Ta pierwsza właśnie trwa – z małymi przerwami – niepodzielnie. Dzieci pytają, co to jest śnieg, a wszyscy cieszą się kiedy w okresie świąt Bożego Narodzenia drzewa i krzewy pokryte są choćby szronem. Pamiętam dokładnie, że 4 lata temu 30 listopada byłem po raz ostatni na grzybach i nazbierałem jeszcze całkiem sporo smacznych i zdrowych maślaczków, a znajoma zaklinała się, że 8 grudnia znalazła podczas spaceru, na skraju lasu, szare gąski. Uczestnicy szczytów klimatycznych naprawdę mają o czym debatować.

Świetny, żeby nie powiedzieć rewelacyjny, pomysł na organizowanie w pierwszej stolicy Polski lodowiska co roku boryka się z problemami, wynikającymi ze zbyt wysokiej temperatury powietrza. Kiedyś nawet otwarcie lodowej tafli trzeba było przesuwać w czasie, gdyż pojawiły się poważne problemy z jej właściwym zmrożeniem. Miłośnicy sportów zimowych aż nadto dobrze wiedzą, ile zamieszania potrafi wywołać niesprzyjająca aura. Ileż to razy trzeba było przekładać lub ograniczać do jednej serii chociażby Puchar Świata w skokach narciarskich, bo zamiast upragnionego śniegu padał deszcz. O ile w Skandynawii na śnieg podczas zawodów sportowych można zawsze liczyć, to w Europie Środkowej nie jest to już wcale takie pewne.

Tu i ówdzie można przeczytać, że w naszej strefie klimatycznej pojawiają się przedstawiciele tak fauny, jak i flory, charakterystycznej raczej dla południowych rejonów Europy lub nawet innych kontynentów. Oto, gdzieś w Lubuskiem pojawił się żółw czerwonolicy – zapewne wypuszczony z jakiegoś prywatnego terrarium – który, o dziwo, zaczął się rozmnażać! Nasze sympatyczne rodzime wróbelki zostają wypierane przez swoich większych, silniejszych i agresywniejszych kuzynów z Azji, a w naszych jeziorach niepodzielnie króluje już bezużyteczny – z kulinarnego punktu widzenia – pochodzący z Ameryki Północnej rak pręgowaty. Amerykański gość, odporny na niekorzystne warunki środowiska i choroby, prawie całkowicie wyparł już naszego raka szlachetnego. Norki amerykańskie, o które w ostatnich latach tyle hałasu, od dawna żyją już w naszych lasach (zwłaszcza w pobliżu wód), wyrządzając nieodwracalne szkody, zwłaszcza w populacji ptaków. Znajomy leśnik twierdzi, że ptasie gniazda są dosłownie pustoszone z jaj przez bardzo sprawnie poruszające się w każdym środowisku norki. Natomiast strzelanie do nich jest ponoć tak samo skuteczne, jak szukanie przez komisję Macierewicza dowodów zamachu w Smoleńsku. Ba, ja sam uległem nieodpartemu urokowi judaszowca chińskiego i teraz kombinuję, jak by tutaj osadzić na działce co najmniej jeden egzemplarz.

Nieprawidłowości, klimatyczno – przyrodniczo – zoologicznych jest oczywiście znacznie więcej. Ot, weźmy chociażby taki sok z żabki czy szynkę z biedronki, w dodatku samą polecającą się na święta. I proszę mi teraz powiedzieć – Lae już całkiem poważnie – jak do tego wszystkiego ma się nieustanne ogołacanie Gniezna (i innych miast i wsi zapewne też) z przepięknych starych życiodajnych drzew?! Przecież to, co uczyniono przed Teatrem im. Fredry, gdzie – jaki by on tam nie był – zielony i częściowo zadrzewiony skwer zastąpiono kamienną pustynią z jakimiś kamiennymi pseudopiramidami, jest piramidalnie głupie i równie piramidalnie bezsensowne, a tak właściwie to chyba nawet karygodne. Osoby odpowiedzialne za tę „inwestycję” proponuję osadzić na jeden dzień na szczycie owej piramidki, tak długo, aż im się wiadoma rzecz nie… usmaży. O ile oczywiście ją mają.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.