http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Gęsi…

Wyróżniony Gęsi…

Działo się w Anglii, w czasie II wojny światowej. Podpisujący „wojenny” budżet premier Churchill zwrócił uwagę na brak pozycji „kultura”. Na uwagę sekretarza, że przecież Anglia prowadzi wojnę, Churchill odparł: „To po co my prowadzimy wojnę, skoro nie wydajemy pieniędzy na kulturę?!”


Polska w roku 2019, mównica sejmowa. Przemawia prezes Polski oraz rządzącej partii, partii mieniącej się być ostoją patriotyzmu (co w naszych realiach – niestety – oznacza nacjonalizmu, konserwatyzmu, ksenofobii, homofonii, antysemityzmu itp.) oraz wszelkich najszczytniejszych narodowych i patriotycznych wartości. I wszystko byłoby dobrze – pomijając oczywiście całkowicie treść owych prezesowskich euforycznych „rozważań” – gdyby nie fakt, że przemawiający co rusz popełnia błędy językowe z karygodnym „włanczaniem” jakichś tam programów rządowych oraz „wyłanczaniem” czegoś tam opozycji („totalnej” oczywiście). Błąd nie tylko karygodny, ale niezwykle rażący i – co tu dużo gadać – ordynarny!

Rozbawiona  zaistniałą sytuacją sala sejmowa, a właściwie jej opozycyjna część, głośno i chóralnie poprawia prezesa i jego każdorazowemu „wyłanczać”, wtóruje „wyłączać”. Z kolei część sali wielbiąca i wyznająca prezesa milczy, najprawdopodobniej wychodząc z założenia, że... skoro „sam on” tak mówi, to tak na pewno jest poprawnie. A nawet jak nie jest, to co to za problem przegłosować, że jest. Najlepiej nocą. Sam prezes natomiast, jak na „złotoustego diabła” przystało, stwierdził, żeby pozwolić mu mówić, tak jak mówi… (sic!)

No właśnie... i tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Otóż, zgodnie z definicją, jednym z kilku obiektywnych czynników zaistnienia narodu jest... język. Choćby już tylko dlatego prezes nie może mówić „tak jak chce”, nie powinien mówić „tak jak chce” i mam nadzieję, że nie będzie mówił „tak jak chce”. W końcu język to podstawa kultury, a w razie konieczności – o czym my, Polacy, wiemy aż nadto dobrze – broń silniejsza niż całe kompanie, bataliony, pułki, brygady i armie. Zwłaszcza, że tych ostatnich najczęściej zawsze nam brakowało, jak przystało na naród, który wygrywał bitwy i wojny za wstawiennictwem Najświętszej Panienki. Wracając jednak do istoty rozważań, zasadę, że nie można mówić „jak się chce”, znamy już co najmniej od czasów Mikołaja z Nagłowic, onegdaj Reyem, a obecnie Rejem zwanego.

Całkowicie pomijam przy tym fakt, że w zasadzie świadome popełnianie błędu językowego, a w dodatku jeszcze chełpienie się nim, w takim miejscu jak sejm Rzeczypospolitej, jest policzkiem w twarz dla wielotysięcznej, bezimiennej rzeszy nauczycieli (w tym wypadku kolejnym już policzkiem), dla milionów uczniów, a pośrednio także i ich rodziców. No i chyba nie najlepiej świadczy ono o mówiącym, o jego klasie i kulturze (lub ich braku!).

Tak czy siak, w żadnym wypadku proszę nie naśladować!

A już  tak całkiem przy okazji – tylko bez posądzania o złośliwość proszę – inne ulubione słowa prezesa Polski – wystarczy tylko się wsłuchać – to… „robiom”, „wreście” i przede wszystkim „przede wszystkiem”.

PS Felieton ten powstał przede wszystkiem dlatego, że patrząc na to, co oni robiom w tym sejmie wreście odważyłem się włanczyć do ogólnopolskiej dyskusji w temacie poprawności języka polskiego.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.