http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Siła światła

Przyznaję, że tytuł jest nieco mylący. Nie chodzi tu bowiem o jasność obiektywu, ani też o wydajność  świetlną jakiejś lampy. Tym razem chcę znowu powrócić do spraw tzw. elektryki, w kontekście dwóch śmiertelnych wypadków o jakich donosiły ostatnio ogólnopolskie media, a które były spowodowane przez prąd niskiego napięcia, nazywany kolokwialnie „światłem”.  Każda śmierć spowodowana przez prąd, jest tragedią, ale trudno się dziwić że do tych zdarzeń dochodzi, kiedy dość powszechnie się uważa, że popularne „światło”, to małe piwo. Co innego to tzw. „siła” . Rzecz w tym, że takie wyrażenie jest pozbawione sensu…


Przypominam, o jakich wypadkach mówimy. Mała dziewczynka ginie po nadepnięciu na zerwany przewód lezący na polu. No przynajmniej oficjalnie, bo ja w  taki przypadek po prostu nie wierzę, co wcale nie znaczy, że lekceważę zagrożenie płynące z takiej awarii. Do sprawy powrócę, ale teraz przypadek drugi. Starszy, a więc „mądrzejszy” mężczyzna używa prądu do polowania na robaki do łowienia ryb. Chodzi o tzw. „glizdy”, czyli dżdżownice, które chce przy pomocy prądu wypłoszyć z ziemi. Przyznaję, ze o tak oryginalnym i co by nie powiedzieć głupim pomyśle, jeszcze nie słyszałem. Efekt? Zaniepokojona zona znajduje go martwego w ogródku i zważając na okoliczności należy powiedzieć, że prawdziwym cudem jest to, ze nie zgineła razem z nim dlatego, ze naturalnym odruchem człowieka jest ratowanie tego, który znalazł się w opałach. Ktoś powie, najpierw trzeba wyłączyć prąd. Naturalnie, ale ostatnio pisałem o moim Koledze elektryku, który zginął właśnie dlatego, że chciał prąd wyłączyć. Nieprawdopodobne? Niestety nie, to tylko fizyka…

Teraz trochę teorii o nieszczęsnym  i dość powszechnie śmiesznym „świetle” i jakoby groźnej i zabójczej „sile”.  Jak wspomniałem powyżej, takie rozgraniczenie jest skrajnie głupie i niestety, ale jest ono powodem wielu niepotrzebnych śmierci, które wynikają z lekceważenia jednego zagrożenia przed drugim, gdy w istocie zawsze mówimy o tym samym. W praktyce do wypadów śmiertelnych spowodowanych przez prąd elektryczny dochodzi w 99,9% w instalacjach niskiego napięcia, które składają się z trzech symetrycznych „faz”, oraz z uziemionego, czyli galwanicznie połączonego z  zakopaną w ziemi metalową elektrodą, przewodu neutralnego, będącego punktem ich skojarzenia, czyli popularnego „O” Nazwa ta pochodzi stąd, że potencjał tego punktu, a w konsekwencji i wyprowadzonego z niego przewodu, wynosi w stosunku do ziemi 0 Voltów. Oznacza to również tyle, że każdy z trzech przewodów fazowych, ma w stosunku do ziemi po której chodzimy, potencjał 230 Voltów i zupełnie wystarczający do tego, żeby zabić dowolną ilość ludzi i to beż trudu. Prąd o takiej charakterystyce bywa nazywany „światłem” dlatego, że najczęściej używa się go do oświetlenia naszych domów i ulic, no czasem też do śmiertelnych eksperymentów z łapaniem robaków, ale i ryb. Zawsze jest to igranie ze śmiercią i w żadnym wypadku nie należy się tak zachowywać, jeżeli nam życie miłe.

Jak jednak zginęła ta mała dziewczynka, która wbiegła na pole za swoim psem? Rzecz jasna, że mnie tam nie było, ale podana przez media wersja tej tragedii, jest zupełnie nieprawdopodobna, a więc na pewno nie prawdziwa. Czemu tak twierdzę? Otóż rzecz byłaby prawdopodobna, gdyby chodziło o zerwaną linię wysokiego, a nawet średniego napięcia, ale zarówno informacja słowna jak i pokazywane zdjęcia z miejsca tragedii wskazują jasno, że chodziło o linię NN doprowadzającą prąd do opuszczonego gospodarstwa, gdzie na ziemie spadł tylko jeden przewód - oczywiście fazowy, bo gdyby było to „0” nic nikomu by się nie stało.

W opisanej sytuacji nie jest możliwe śmiertelne porażenie prądem nawet  w sytuacji, gdyby dziewczynka była tam bez butów dlatego, że po takim kontakcie nastąpiłby mimowolny skurcz mięśni i automatyczne odłączenie od źródła zagrożenia. Oczywiście dziewczynka na pewno miała na nogach buty, czyli że była odizolowana przez nie od ziemi, jak i od groźnej linki pod napięciem. W tej sytuacji mogła co najwyżej zostać „kopnięta” (wspomniany przed chwilą efekt mimowolnego skurczu mięśni) Jak więc zginęła? Wszystko wskazuje na to, że po prostu złapała zerwany kabel i już go nie puściła, bo po prostu nie mogła. Hipotetyczny upadek na taki przewód, aczkolwiek możliwy, raczej nie mógłby doprowadzić do jej śmierci ze względu na trudny do wyobrażenia splot okoliczności.

Na koniec wniosek praktyczny i dobra rada. Zawsze, kiedy mamy zamiar dotknąć czegoś, co może mieć związek z prądem, zróbmy to zewnętrzną stroną dłoni! Nigdy czegoś takiego nie łapmy, bo możemy już nigdy tego nie puścić.

1 komentarz

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.