http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

„Luther = Eiche”

Wyróżniony „Luther = Eiche”

„Luther = dąb”. Żeby nie było wątpliwości, chodzi tu o Marcina Luthra, znanego reformatora religijnego i twórcę niemieckiego protestantyzmu. Luther dębem nie był, był zwyczajnym człowiekiem, który – jak wszystko wskazuje, znacznie wyprzedził swoje czasy. Ale skąd ten tytuł i temat? Mam nadzieję zaraz wszystko wyjaśnić i nie zanudzić Czytelnika na śmierć.


W miejscu gdzie obecnie mieści się czerniejewski Klub Seniora, stał kiedyś okazały gmach ewangelickiego kościoła. Teraz fakt ten upamiętnia złożony tam głaz polny ze stosownym napisem dla tych, którzy urodzili się za późno, aby pamiętać jak kościół wyglądał.

Kiedy go w latach 60-tych ubiegłego wieku rozwalili, ja miałem kilkanaście lat i dobrze go pamiętam. Owszem, pamiętam jego bryłę z czerwonego klinkieru i wysoką wieżę pokrytą siwym łupkiem, ba, pamiętam nawet jak wyglądał wewnątrz, bo sprzedawali tam naftę i śmierdzące nawozy sztuczne. Pamięć ludzka nie jest jednak idealna i pomimo tego, że nieraz koło niego latałem, to tego szczególnego artefaktu sobie nie przypominam. A nie jest to bynajmniej drobiazg, który na pewno stał obok świątyni i to w eksponowanym miejscu. O czym myślę? Otóż pod tekstem znajdą Państwo zdjęcie tego zabytku, który ma blisko dwa metry wysokości i jest pamiątką po ludziach, którzy tu kiedyś mieszkali i chwalili Boga w obcym języku. Tablica wykonana jest z granitu i została ufundowana przez miejscowych ewangelików, dla uczczenia Marcina Luthra z okazji 400-lecia reformacji, najwidoczniej 31 października 1917 roku, bo taka data widnieje na dole inskrypcji. Na samej górze tekst wieńczą symbole krzyża i miecza, co niestety kiepsko się nam dzisiaj kojarzy,  ale całe chrześcijaństwo tak się rozwijało, zanim się podzieliło na różne odłamy i wyrzekło się przemocy. Miejmy nadzieję, że ostatnim obłudnikiem na tym polu był Adolf Hitler, który na klamrach żołnierskich pasów umieścił napis Gott mit uns (Bóg z nami) ale na czapkach swoich siepaczy - trupią czaszkę z piszczelami.

Historia zabytkowej pamiątki, jest dość burzliwa i ciekawa. Fakt, że pomimo upływu czasu i  okoliczności zachowała się ona w nienaruszonym stanie wynika stąd, że jak wspomniałem powyżej, wykonano ją z twardszego niż stal granitu, który na domiar wszystkiego, wcale nie rdzewieje. No co najwyżej, kiedy leżał na żydowskim kirkucie, mógł zostać o… przez zwierzę, pewnie lisa, co pomimo prób oczyszczenia , widać dobrze na załączonym zdjęciu. Ale jak tam trafiła?

Kościół rozwalono, a uzyskanym gruzem utwardzono podwórka i drogi, a tablicę szczęśliwie zdeponowano na terenie miejscowego „spędu” czyli na placu, gdzie mieścił się skup trzody chlewnej. Pech, czy też szczęście sprawił, że w to samo miejsce trafiły po paru latach żydowskie maceby, którymi Niemcy wyłożyli podjazd do strażackiej remizy i kiedy cały ten teren na nowo zabudowywano, pomniki z żydowskiego cmentarza trafiły na ten sam plac, gdzie luterańska tablica. Tutaj ich wspólna historia się jednak nie kończy…

Na żydowski kirkut, gdzie z zachowanych maceb urządzono skromne lapidarium i gdzie ustawiono okazałą płytę z dwujęzycznym napisem, zaglądam okazjonalnie. Jesienią tego roku  wybrałem się na rowerową wycieczkę w tamtym kierunku i ze zdumieniem stwierdziłem, że obok nadgryzionych zębem czasu maceb (pewnie wykonanych z piaskowca) leży jeszcze jedna, piękna i duża płyta, która jednak, ze względu na umieszczoną na niej symbolikę, kompletnie tu nie pasuje. Nie wnikając w szczegóły powiem, że dzisiaj jej tam już nie ma, a według zapewnień władz gminy Czerniejewo, artefakt trafi znowu tam, gdzie jego pierwotne miejsce, czyli na czerniejewski rynek, skąd go kiedyś usunięto.

Na koniec trochę refleksji natury ogólnej. Ruch luterański odniósł sukces, ale przez Kościół rzymski z którego wyrósł, został odrzucony i przeklęty. Dzisiaj, po prawie 500 set latach, to papieża Franciszka oskarża się o propagowanie prądów protestanckich w kościele, oczywiście nie czynią tego sami protestanci, tylko „prawdziwi katolicy”. Czemu tak się dzieje? Czyżby historia przyznała rację mnichowi z Wittenbergi?  Na to pytanie każdy musi sam sobie odpowiedzieć dlatego, ze ja w sferę niczyich odczuć wchodzić nie chcę. Pytanie jednak jest wielce zasadne, jeżeli wspomniany powyżej papież mówi publicznie o swoich podwładnych, że są „hipokrytami”, czyli mówią jedno a czynią drugie…

2000 lat temu sam Chrystus powiedział jednak, że żadne królestwo wewnętrznie skłócone, nie przetrwa. Czy można nie wierzyć Bogu?

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.