http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

„Świenta prawda, tys prowda i g… prowda”

Wyróżniony „Świenta prawda, tys prowda i g… prowda”

Według  góralskiej teorii poznania, zdefiniowanej przez ks. Józefa Tischnera, tak właśnie ma się sprawa z prawdą. Problem z tą wartością nie jest nowy ani prosty, bo już Poncjusz Piłat sądząc Chrystusa zadał kardynalne pytanie o to, czym ona właściwie jest. Przyznaję lojalnie, że sam nie mam ambicji zdefiniowania pojęcia prawdy absolutnej, a w tej sytuacji powiem, że moja wersja „prawdy”, będzie bazowała na tej drugiej, patrząc na tytuł mojego artykułu.


Powszechnie funkcjonującym w społeczeństwie pojęciem, jest casus tzw. faktu prasowego, a więc czegoś, co na skutek ukazania się w gazecie, zaczyna uchodzić za prawdziwy fakt, czyli prawdę, cokolwiek to znaczy. Tym razem chodzi jednak o „fakt telewizyjny” czyli o „prawdę” ogłoszoną przez jedną ze stacji telewizyjnych, która mnie zainteresowała dlatego, że odnosiła się ona do myśliwych, z którymi ja wciąż czuje bliską więź, ale tak naprawdę, to wkurza mnie każdy idiotyzm tego świata.

„Prawda” do której tu nawiązuję, składała się z dwóch członów. Do pierwszego z nich, nic nie mam. Otóż w pięknym mieście Łódź, doszło do nieszczęśliwego wypadku, zasłabła starsza kobieta, a wezwani na ratunek policjanci, oraz strażak, którzy udzielali jej pomocy, ulegli poranieniu w wyniku jakiegoś wybuchu. Wkrótce się okazało, co było przyczyną tajemniczej eksplozji. Eksplodowało pudełko, w którym według starszej pani, miały być jej dokumenty, ale że póki co nikt jeszcze o wybuchających papierach nie słyszał, policja szybko ustaliła, że powodem eksplozji był podrasowany śrut do wiatrówki, którego „uszlachetnianiem” zajmował się syn starszej pani. I tutaj dochodzimy do clou całej afery. Prezenterka wspomnianej telewizji z całym spokojem  oświadczyła, że wspomnianą amunicję kupowali od domorosłego pirotechnika myśliwi! Tutaj muszę zrobić zastrzeżenie, że nie mam pojęcia kto faktycznie był klientem tego piromana, ale na sto procent twierdzę, że sugerowanie myśliwym tak idiotycznego działania, uważam za kompletny odlot. Dlaczego?

Otóż myśliwi – z mocy prawa,  nie używają do polowań wiatrówek, ani broni gazowej. Owszem, do polowań na zwierzynę drobną, używają śrutu, ale śrutem jest też przemielone na kaszę ziarno, używane jako pasza dla zwierząt gospodarskich. Śrut myśliwski tym zaś się różni od śrutu do wiatrówki, że jego w żaden sposób nie da się nadziać czymkolwiek, bo jest on zamkniętą sferą, czyli kulą o idealnym kształcie oraz kalibrze, czyli rozmiarze zależnym od numeru jakim jest oznaczony. Rozmiar ten w milimetrach wynosi od najniższego nr 8, do polowań na małe ptaki - 2 milimetry średnicy, do najgrubszego, oznaczonego trzema zerami ołowianego grochu,  o średnicy 4,5 mmm. Co więcej, każdy ładunek do wiatrówki, jest pojedynczym pociskiem, a każdy ładunek do myśliwskiej broni śrutowej, jest strukturą złożoną, czyli że składa się z wielu pojedynczych kulek zamkniętych w naboju. Nawet (przepraszam) najgłupszego myśliwego trudno podejrzewać o to, że do wyrobu amunicji (domowa produkcja amunicji śrutowej nie jest czymś wyjątkowym) mógłby użyć wybuchowego śrutu dlatego, że to nieuchronnie doprowadziłoby do wtórnej eksplozji w lufie i do rozerwania strzelby. Zupełnie inaczej rzecz się ma w przypadku wiatrówki, gdzie takie dziane pociski, przypominające budową lotkę do badmintona, albo myśliwską kulę W 8, czyli popularną brenekę, są wewnątrz puste i mogą być dowolnie faszerowane a  miotane wiatrem, eksplodują dopiero po uderzeniu w cel.  W myśliwskim naboju złożonym, musiałoby dojść do eksplozji w lufie, bo podczas wybuchu ładunku miotającego, wszystkie „kulki” zostałyby sprasowane i nastąpiłaby nieuchronna eksplozja wtórna w lufie, która tylko w komorze nabojowej jest obliczona na zwiększone ciśnienie.

Reasumując. Każdy może głosić dowolne bzdury do czasu, kiedy nie dorabia komuś tzw. gęby dlatego, że przeciętny odbiorca takich bredni, nie zawsze dysponuje wiedzą zdolną do weryfikacji tego, co do niego dociera. Żartobliwym przykładem przykrych skutków wiary w „prawdy” głoszone, jest przypadek młodego chłopca, który zobaczył napisane na płocie wulgarne  słowo na p, które skojarzyło się mu z wdziękami jego panny. Gdy jednak zechciał obiekt swoich pragnień pogłaskać, to weszła mu w rękę drzazga. Nie wierzmy więc we wszystko co mówią i piszą, bo możemy wyjść na tęgich durniów.

Samego dobra w Nowym Roku życzy Państwu Szczepan Kropaczewski

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.