http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Złote rogi biednej krowy

Wyróżniony Złote rogi biednej krowy

Coś ten tytuł brzmi trochę nie logicznie. Ano właśnie o logice, a raczej jej braku, chcę dzisiaj napisać, a zapewniam, że to temat nie wyczerpany. Zacznę jednak od tej  szczególnej krowy, która mnie tak zainspirowała.


Po raz enty stwierdzam, że informacjelokalne.pl, są  – jak sama nazwa wskazuje, portalem lokalnym i  poruszanie na tych łamach tematów wykraczających poza gnieźnieńskie opłotki, może się komuś nie spodobać. Cóż, czy się komuś podoba czy nie, my też jesteśmy częścią tego pokręconego jak rogi krowy świata i już do niej - czyli krowy - powracam. Otóż wczoraj pokazali w telewizji „biednego uchodźcę”, który pojawił się w Europie. Jak wynikało z tego co mówił, on wcale nie uciekał przed wojną i prześladowaniem, tylko przed biedą. Pytanie tylko, co to jest bieda?

Przecież Polska należy do największych biedaków Europy, a ja w niej mieszkam i nigdzie się nie wybieram. Podróże – jak wiadomo – kształcą, ale i kosztują.  Realizator wywiadu zapytał więc „uchodźcę” ile kosztowała go ta podróż, czyli ile zapłacił zorganizowanym przemytnikom za transport do tego europejskiego raju. Odpowiedź była krótka i konkretna. Siedem tysięcy dolarów. To dużo - zauważył pan z sitkiem, który pewnie nie zarabia tutaj najgorzej. Dużo, zgodził się egzotyczny „biedak”. Dobrze, a skąd wziąłeś te pieniądze, zapytał dociekliwy realizator wywiadu z „biednym uchodźcą”, A,  sprzedałem krowę i kawałek ziemi. Co to jest jedna krowa, to każdy wie, co to jest „kawałek ziemi” to już zagadka, ale tak to zabrzmiało i tyle.  Sprzedawca krowy nie wyglądał na idiotę i z pewnością nim nie był. Pytanie więc zasadnicze brzmi. Czy ktoś kto płaci tyle kasy za podróż w nieznane, wybiera się tam z gołą d…, czy też zabiera z sobą coś na dobry początek. Ja zakładam, że zważywszy koszty podróży, miał jeszcze – licząc ostrożnie, z trzydzieści tysięcy dolców kieszonkowego. Tu stawiam dolary (których nie mam) przeciw orzechom, że w grę wchodzi tylko ta druga odpowiedź. A więc ja, mieszkaniec bogatej Europy nie mam żadnych szans z takim biedakiem i przyjdzie mi tutaj kiblować do śmierci.

Ktoś może mnie zarzucić, że prezentuję tutaj jakiś szczególny przypadek. Czyżby? Otóż prawda jest taka, że nikt z imigrantów, których widzimy w telewizji. nie dostał się tutaj ani na piechotkę, ani na własną rękę i za darmo. Ba, wielu zanim tutaj dotarło, pokonało nie jedną granicę i to nie bez wydania dużej kasy. Ja nie kwestionuję tego, że wielu z nich ucieka przed wojną, ale w takim razie naturalnym celem ocalenia, powinny być najbliższe im pod każdym względem kraje, a nie zamorskie „raje”, z którymi nic - oprócz wielkich oczekiwań, nic ich nie łączy. Kuriozalne więc były pomysły UE o  przymusowej relokacji jakiejś kwoty „uchodźców” wbrew woli ich samych i woli kraju wskazanego jako cel  ich zesłania. Czegoś tak głupiego, to nawet nazwać nie można, a coś co nie ma nazwy nie istnieje i bardzo dobrze. Ja piszę co chcę i nikt nie musi tego ani czytać, ani komentować, ale powszechnie wiadomo, że jest między nami wielu zwolenników przyjmowania tych ludzi w Polsce, czyli również w Gnieźnie, Czerniejewie itd. A jeżeli tak, to bardzo bym chciał poznać ich argumenty i konkretne adresy ich przymusowego osiedlenia.

Parę lat temu pisałem na tych łamach nie o jakimś anonimowym uchodźcy – nachodźcy z Afryki, tylko o polskim repatriancie z Afganistanu, które dla gminy Czerniejewo zakończyło się wielkim rozczarowaniem i klapą, a mówimy o człowieku, który znał język i miał wyższe wykształcenie techniczne. Jak tutaj miałby się odnaleźć hodowca jednej krowy nie znający języka ani żadnej woli asymilacji z miejscowym społeczeństwem? Tego to ja oczywiście nie wiem.
Więcej w tej kategorii: « Wakacje 2018 Dźwig »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.