http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

„Śmierć na tysiąc sposobów”

Wyróżniony „Śmierć na tysiąc sposobów”

W Czechach, prąd elektryczny poraził kilkadziesiąt dzieci w basenie, wszyscy przeżyli, ale to szczęście w nieszczęściu, bo prąd elektryczny zabija zupełnie beznamiętnie każdego, kto się mu nawinie. To będzie zaś opowieść o dwóch takich – zresztą  dobrych moich znajomych, którzy mieli z nim „bliskie spotkanie III stopnia”. Jeden z nich zginął, bo  prąd wyłączył,  a drugi przeżył, bo miał prawdziwe szczęście, chociaż już witał się z gąską. Tfu! chciałem powiedzieć - z Kostuchą.


Dzisiaj, prąd towarzyszy nam od urodzenia do śmierci i każdy się na nim zna jak na medycynie, ale mówiąc poważnie, jak to jest z tą naszą wiedzą w istocie? Pytanie to zadaję zaś dlatego, że aby zrozumieć sens tego o czym chcę właśnie napisać, trzeba posiąść o tym medium elementarną wiedzę. Czym więc jest prąd elektryczny? Otóż każdy prąd, to po prostu ruch. Aby był ruch, musi być droga i napęd, drogą dla prądu jest zwykle jakiś drut, jego napędem zaś siła elektromotoryczna - w skrócie SEM, ale pokrewnym i popularnym jej pojęciem, jest dobrze nam znane „napięcie elektryczne” - np. 230 V, zwane też „światłem”. Przepraszam za tą minimalną, ale niezbędną dawkę podstawowych informacji o prądzie, ale ilość śmiertelnie groźnych bzdur na ten temat przeraża i warto jest poznać podstawowe fakty i pojęcia, bo prądu tak czy inaczej nie unikniemy, a posługując się nim, powinniśmy wiedzieć nie tylko jak z niego korzystać, ale również jak uniknąć zagrożeń. To ostatnie nie jest co prawda takie proste, bo mój kolega o którym wspominam na wstępie, był elektrykiem i nawet prąd wyłączył, ale to go właśnie zabiło. Dziwne? Wcale nie, tylko wszystkiego się nigdy i w porę nie przewidzi
 
Sądzę, że on umierając wiedział czemu ginie, a wiem to stąd, bo drugi który przeżył, do czasu utraty świadomości myślał zupełnie logicznie i zdawał sobie sprawę z wszystkiego, ale zrobić to nie mógł już nic i taki właśnie jest prąd, do którego zawsze podchodźmy jak do jeża. Zapewniam, że tak jest najlepiej.

Powyżej wspomniałem o jednej podstawowej bzdurze na temat prądu, czyli o jakoby niegroźnym i lekceważonym przez domorosłych majstrów „świetle”. Dla takich gierojów – idiotów, jakimś tam zagrożeniem jest dopiero tzw. „siła”. Rzecz w tym, że oni nie wiedzą o czym mówią, bo w 99,9% przypadków, mówią wtedy o tym samym, czyli popularnym „świetle”, które każdego człowieka zabije bez najmniejszego trudu. Wszystko zależy tylko od warunków i szczęścia delikwenta. Tutaj małe wyjaśnienie pozornej sprzeczności. Otóż popularna „siła”, składa się z trzech identycznych „świateł” - każde po 230 V w stosunku do ziemi po której chodzimy i po 380 V między poszczególnymi fazami. Oznacza to, że kiedy stoimy na ziemi i dotkniemy chociażby popularnej „siły”, to oberwiemy faktycznie „światłem” - czyli dwustu trzydziestoma woltami. Od takiego też „prądu” jeden zginął, a drugi cudem przeżył. Chociaż oboje posługiwali się wtedy „siłą”, to oboje zostali porażeni „światłem”. Skąd się to bierze? Otóż stąd, że prąd o którym mówimy, czyli prąd z gniazdka, jest jedną trzecią całości (popularnie jedną fazą) trójfazowego prądu przemiennego, którego „środek”,  czyli punkt skojarzenia wszystkich faz, jest uziemiony, czyli skutecznie połączony z ziemią, która tym samym staje się jednym z biegunów układu. Kolega który zginął odłączając urządzenie które chciał naprawić, rozstał się z tym światem właśnie dlatego, że wyjmując metalową wtyczkę z gniazda, jedną ręką skutecznie się uziemił, a drugą zasilił źle podłączoną do obudowy „fazą”. Charakterystyczny do porażenia prądem skurcz mięśni, nie pozwala zaś uwolnić się od zagrożenia, chociaż ofiara posiada przez pewien czas pełną świadomość tego, co się z nią dzieje.

Drugi z pechowców miał więcej szczęścia i przeżył dlatego, że zapadając się w nicość, upadł na rozłożoną na ziemi folię i stracił elektryczny kontakt z ziemią, chociaż cały czas trzymał w ręce uszkodzony kabel który go poraził. Pamiętam jego tragiczną opowieść o tym wypadku i do dzisiaj skóra mi się jeży. Stał wtedy targany niewidzialną siłą rażącego go prądu i patrzył na swojego ojca oddalonego o kilkanaście metrów, ale to było wszystko co mógł zrobić, bo o żadnym wezwaniu pomocy nawet mowy nie było. Sam się obudził po jakimś czasie i wtedy uświadomił sobie wszystko.

Na koniec o jednym takim, który pomyślał że jest ptakiem i może bezkarnie usiąść sobie na drucie pod napięciem. Rzecz działa się podczas prac remontowych Zespołu Pałacowego w Czerniejewie, a młody człowiek wcale nie latał, tylko stał na stalowym rusztowaniu, a kiedy złapał zasilającą budynek linkę (ponoć twierdził, że taki prąd to on ma w dużym poważaniu) miał jeszcze trochę czasu na refleksję, jak bardzo się mylił. Potem, to już przestał myśleć na wieki wieków amen.

Prąd z którego na co dzień korzystamy, to nie piorun i nie zabija natychmiast, ale rzeczywista moc którą dysponuje sieć, jest nieporównywalnie większa, od najpotężniejszego gromu. Pamiętajmy o tym i zachowajmy odpowiedni dystans od tego medium.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.