http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

Dywagacje przed wyborami

Wyróżniony Dywagacje przed wyborami

Wybory samorządowe już za kilka dni. Ba, za cztery doby o tej porze (bardzo późny wieczór) wiele już będzie wiadomo. Także w „mojej sprawie”. Kto wygrał, kto przegrał, kto przejmie ster władzy, komu przypadnie rola opozycji, kto z kim wejdzie w koalicję, komu przypadną zaszczyty i stanowiska, a komu resztki...


Nie wiem, co się stało, ale tym razem Karol uszanował moje kandydowanie, nie poprosił, żebym wziął na czas kampanii „bezpłatny urlop”, nie zawiesił mnie w prawach członka redakcji, pozwolił pisać. Ba, poganiał nawet.

Trudno tego nie docenić. Teraz głowię się, żeby czasami tego nie spieprzyć. Nie mogę przecież ulec przemożnej chęci autoprezentacji, cięcia konkurencji ostrym i nieprzyjemnym biczem satyry czy wreszcie totalnym wyśmianiem głupoty, która przy okazji niedzielnych wyborów objawiła się tu i ówdzie aż w nadmiarze. Także podczas dzisiejszej – wstyd przyznać – debaty prezydenckiej.

Nie mogę jednak o tym pisać pod żadnym pozorem, bo z pewnością okażę się stronniczy, mogę zaszkodzić Redakcji i samemu Naczelnemu. W końcu, jak by tutaj nie patrzeć, zaufał mi... Co innego po wyborach, otóż, mam bowiem zamiar zostać najbardziej medialnym radnym spośród wszystkich członków Rady Miejskiej. Mało tego, myślę nawet nad specjalnym cyklem felietonów, coś typu „okiem radnego”, gdzie stali czytelnicy będą mogli dowiedzieć się, co też dzieje się w radzie Miejskiej, niejako „za kulisami”.

Póki co jednak... za 2 miesiące będziemy obchodzić Boże Narodzenie. Chcąc nie chcąc, przychodzi nam przywyknąć do bezśnieżnych i bezmroźnych świąt. A zarówno śnieg, jak i mróz akurat w te szczególne dni bardzo by się przydały. Niekiedy zimową atmosferę Bożego Narodzenia ratuje szadź. Ponadto, przeklęta globalizacja i komercjalizacja życia powoduje, że dzisiejsze Boże Narodzenie coraz bardziej różni się od tego z dzieciństwa. Było nie było, minęło ładnych kilkadziesiąt lat. Inaczej oczywiście przeżywało się święta jako dziecko, a inaczej dzisiaj. Faktem jednak jest, że w czasach gdy łatwiej o coca – colę niż o siano, czar i magia świąt nie są już takie same. Ilekroć sięgam do wspomnień – biorąc oczywiście poprawkę na spowodowane upływem czasu wyidealizowanie – święta Bożego Narodzenia nieodłącznie kojarzą mi się ze śniegiem i mrozem. Niekiedy nawet bardzo dokuczliwymi. Kolejnym nieodłącznym bożonarodzeniowym elementem była wyprawa na pasterkę, oczywiście o północy, a nie o jakiejś tam dziwnej godzinie z jeszcze dziwniejszych – niekoniecznie uzasadnionych – względów. No bo skoro pasterka może być odprawiona w wigilię o godz. 22.00, to równie dobrze można i ją odprawić w październiku. Tak stwierdził kiedyś zaprzyjaźniony ksiądz. Trudno w to dziś uwierzyć, ale innym nieodłącznym składnikiem świąt Bożego Narodzenia były pomarańcze. Moje dzieci do dzisiaj nie mogą uwierzyć, że w szarych i siermiężnych czasach realnego socjalizmu był to towar jak najbardziej luksusowy, sprowadzany do Polski właśnie specjalnie na owe święta.

Pamiętam też dźwięk dzwonka przy prawdziwych saniach, ciągniętych przez najprawdziwszego konia oraz wszechobecne – śpiewane „na żywo” – kolędy. Nie przypominam sobie rodzinnego spotkania w czasie świąt, podczas którego nie śpiewałoby się kolęd. Wtedy śpiewali wszyscy: duzi i mali; starzy i młodzi; ci, co mieli głos oraz ci, którym go brakowało, a nawet ja. No i wszystko było uświęcone tradycją. Adwent był autentycznym oczekiwaniem, kolędy śpiewało się dopiero w wigilię, a świątecznego wystroju sklepów w listopadzie nikt nie spodziewał się nawet w najśmielszych marzeniach. Do wieczerzy wigilijnej zasiadało się obowiązkowo po wzejściu pierwszej gwiazdy, a wigilijne potrawy zawsze były postne! Połowa ozdób na zawsze żywej choince była wykonana własnoręcznie, a zamiast lampek na świerku paliły się autentyczne woskowe świeczki usadowione w specjalnych żabkach – świeczniczkach. Były to też czasy, kiedy ludzie jeszcze ze sobą rozmawiali. Nikt nie wstawał niecierpliwie od stołu i nie pędził do telewizora czy komputera, że o „ajfonach” nawet nie wspomnę.

Pamiętam z dzieciństwa mnóstwo historii, które opowiadało się tylko raz w roku, właśnie w okresie świat Bożego Narodzenia. Były to często zdarzenia tragiczne, w których główna siła sprawcza brała się z tego, że gospodarz (właściciel) usłyszał, co mówią o nim zwierzęta w wigilię Bożego Narodzenia. Skutek takiego podsłuchiwania w stajni czy w oborze najczęściej bywał opłakany, a każda taka opowieść posiadała walor edukacyjny lub wydźwięk moralizatorski. Z kolei tym, co w niezmienionej formie dotrwało do naszych dni jest siano pod obrusem, opłatek, dwanaście dań oraz puste nakrycie czekające na zabłąkanego gościa (byle nie uchodźca!). Przynajmniej z grubsza. Amen.

Uff, udało się... No to jeszcze tylko koniecznie idźcie Państwo w najbliższą niedzielę na wybory i koniecznie wybierzcie mądrze. Może chociaż jedną kadencję uda się nie narzekać, nie złorzeczyć, nie nienawidzić, nie pluć jadem, nie toczyć wojen, a... normalnie żyć.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.