http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Książka fotograficzna niezwykle piękna. Marek Lapis Biało-Czerwona

Wyróżniony Książka fotograficzna niezwykle piękna. Marek Lapis Biało-Czerwona

– Artysta w moim ujęciu, powinien przede wszystkim dążyć do Dobra, warunkiem takiego ujęcia sprawy jest, by artysta się wycofał, by nie epatował sobą, a pozwolił oddziaływać swojej sztuce – mówił kiedyś jeden z najważniejszych mistyków poezji tego kraju z przełomu XX i XXI wieku Sławomir Kuczkowski. Tak właśnie wycofuje się Marek Lapis zapisując w niemal niewidoczny sposób swoje nazwisko na prezentowanej dziś książce fotograficznej Biało-Czerwona.


Jak sam przyznaje to pewna forma deklaracji, być może manifestu. - Chowam się niejako za moimi rodzicami, którym zawdzięczam wrażliwość i to, że jestem fotografem. Faktycznie, też jest to konsekwencja tego, że fotograf stoi schowany za aparatem – mówi autor niezwykłej książki fotograficznej.

Podczas dzisiejszego spotkania autor mówił między innymi o tym, że choć kadry pokazane w publikacji obracają się wokół flagi, książka zupełnie nie jest o fladze. Pytanie, które stara się postawić za pomocą obrazu, a raczej pytania - dotyczą bardziej kondycji Polski i społeczeństwa Polskiego. Książka daleka jest też od upolityczniania tematu. Powstała w wyniku projektu, który trwał od 2009 do 2017 roku w trakcie tego czasu Marek Lapis, brał udział w różnych wydarzeniach na terenie Polski. Już sam projekt nudził pewne kontrowersje, wiele zdjęć komentowano jako zbyt brutalne wobec Biało-Czerwonej o innych mówiono, że są za bardzo wprost.

- Spoglądam na Polskę nie przez okulary, ale przez ramę biało-czerwoną. Czy my zdajemy sobie sprawę, czy my wszystko widzimy? Myślę, że nie zdajemy sobie sprawy, jaką siłę oddziaływania ma medium fotografii. Ona istnieje od prawie 200 lat i to dłużej niż motoryzacja. Tymczasem nikt się nie dziwi, jak przejedzie samochód obok nas, ale jak ktoś wyciąga aparat, to w naszej kulturze ludzie się bardzo dziwią, a dlaczego robi się zdjęcie czy po co? Obraz ma duże oddziaływanie, może szkodzić, ale może pomagać w pewnych sprawach. Dzisiaj każdy wyciąga smartfona i robi zdjęcie albo mu się wydaje, że je robi. Tymczasem ważne jest, by pomyśleć, po co to robię, co chcę tym osiągnąć i co osiągnąć? - odpowiadał Marek Lapis na pytanie prowadzącego spotkanie Jarosława Mikołajczyka publicystę i zastępcę redaktora naczelnego informacjilokalnych.pl.

Na książkę złożyło się 90 zdjęć. Edytorsko jest to istne dzieło sztuki. Zdaje się też zaprzeczać stereotypowi albumu fotograficznego, które to albumy najczęściej drukowane są na super połysku i wielkich formatach. Tu odbiorca otrzymuje małą formatowo książkę, w okładce ze specjalnego papieru, który po dotknięciu bez rękawiczek brudzi się, zatrzymując odciski palców, wzięta przez specjalne rękawiczki staje się szorstka, ale pozostaje czysta. Marek Lapis pozostawia nam wybór, czy chcemy brukać Biało-Czerwoną czy brać ją w ręce w rękawiczkach w pełni szacunku. To nasza wola.

Pewna wizja Bieli-Czerwieni jako sacrum i profanum otwiera się już, gdy oglądamy pierwsza w książce parę zdjęć – pierwsze to biel czerwień Chrystusa krzyżowanego podczas jakiegoś misterium z grającym tymi samymi barwami zdjęciem kobiety w bikini. Zdjęcia, które Lapis wybrał razem z Adrianem Mirgosem – grafikiem i fotoedyrorem stworzyły bardzo dynamiczną narrację. Ten wybór jest niejako wypowiedź wypływająca ze wspomnianego projektu, a jednak odrębna. Skondensowana z bardziej czytelnym namysłem. Zdecydowanie, autor bronił się przed upolitycznieniem tematu, to jednak okazało się nie możliwe, jak sam przyznał dwa duże zależne politycznie koncerny mediowe wyraziły zainteresowanie patronatem, by potem odmówić. Jeden z nich argumentował, że nie wesprze przedsięwzięcia, bo jest proPiS, a drugi odmówił, argumentując, że książka jest anty PiS. Pewna otwartość koncepcji książki, mocno przeniesiona też na dbałość edytorska wyrasta wysoko ponad małostkowość politycznego upupiania Biało-Czerwonej, ale też ponad wszechobecny chłam wydawniczy. Wspomniane rękawiczki to nie tylko kwestia czystości i szacunku czy szorstkości okładki.

- Dzięki temu, że decydujemy się założyć rękawiczki, poświęcamy książce więcej czasu. Nie kilka sekund, kilka minut. Wydłużamy ten kontakt. Oczywiście, nie musimy tego robić i albo zbieramy archiwum znajomych, którzy ją przeglądali, jako zbiór ich odcisków palców, albo traktujemy ją z szacunkiem. To ważne obecnie, kiedy na świecie książki papierowe powoli zanikają na rzecz elektronicznych. Niemniej, zakładając rękawiczki, ta książka staje się dla nas ważna i poświęcamy jej więcej uwagi i refleksji. To nie tylko kwestia samego tematu Biało-Czerwonej – mówi Marek Lapis.

Po oficjalnym spotkaniu w Starym Ratuszu przez kilka chwil zwłaszcza obecni na spotkaniu fotografowie rozmawiali z autorem. Niewątpliwie było to spotkanie dotyczące jednej z ważniejszych, książek fotograficznych w Biało-Czerwonej. Przypomnijmy więc: nagradzany na wielu najważniejszych konkursach fotograficznych na świecie – Marek lapis jest Gnieźnianinem. Już dziś można powiedzieć, że będzie to jedna z najważniejszych książek 2019 roku, kto wie, czy edytorsko nie w pierwszej dziesiątce.


Fot. J. Mikołajczyk, (1x) Stary Ratusz, (2x) Sebastian Uciński

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.