http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Majowa jutrzenka. Koncert w lesie, Polska w sercu

Wyróżniony Majowa jutrzenka. Koncert w lesie, Polska w sercu

W podkołobrzeskim lesie w Święto Konstytucji 3 Maja odbył się szczególny koncert. Inny i niezwykle ważny również dla Gnieźnian, bo też z reguły dla Polaków. Tytuł artykułu dość górnolotny, przekłamuje, bo to nie była żadna bogoojczyźniana, których o dziwo w tym roku nie było tak sporo. U nas wcale. Można odnieść wrażenie, że instytucje, a raczej ludzie w nich odetchnęli: - „ufff nie musimy”. Przykre, choć można zrozumieć, że zawsze te akademie na 3 Maja wciskane przez opcje polityczne mogą męczyć. Pewne wyrażenia, dziś nadużywane często, sprawiają, że czasem część z nas boi się wielkich słów.


Podczas tego koncertu zatytułowanego „Witaj majowa jutrzenko!” wielkie słowa, jeśli padły to tylko tekstach niektórych pieśni i piosenek. Koncert zorganizowało przede wszystkim: Muzeum Patria Colbergiensis, z przewodnictwem szefa tej społecznej placówki Robertem Maziarzem. To właśnie pomysłodawca koncertu i prowadzący, który przypomnijmy, jest jednym z głównych odkrywców Reduty Sułkowskiego w lasach kołobrzeskich, potrafił wokół idei nieco szalonej skupić zarówno wykonawców koncertu, jak i innych wspierających. O nich na końcu. To koncert był świętem w dniu tego Święta.

Krótkie wprowadzenie do wydarzenia, w przypadku koncertu online, nie każdy odbiorca musiał wiedzieć gdzie i dlaczego gramy — w pogodny i niepatetyczny sposób uczynił gospodarz. Robert Maziarz przypomniał bardzo zwięźle o tym, że 1 Pułk Legii Poznańskiej pod wodzą księcia Sułkowskiego dotarł w wojnie napoleońskiej do Kołobrzegu. Formacja ufundowana przez samego Sułkowskiego powstała w Gnieźnie. Przed kilkoma laty Maziarz wraz z archeologiem Olafem Popkiewiczem odkryli w tym miejscu ślady obozowiska wojaków Sułkowskiego, którzy w tym właśnie lesie świętowali w 1807 roku 16. rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja. Krótko, ciepło i na temat jak na kameralnym spotkaniu rodziny i przyjaciół, a jednak uroczyście zagaił w ułańskim czakiem i maseczce na twarzy Robert Maziarz. Specyficzne wymogi bezpieczeństwa podyktowany także brak publiczności.

Bezpiecznie, bez gapiów i publiczności na tle pamiątkowego kamienia w skupieniu szedł dźwięk i obraz online. Ci, którzy uczestniczyli ze strony facebookowej Muzeum Patria Colbergiensis, mogli się przywitać, wymienić słowo w komentarzach jak na normalnym spotkaniu w nie cyberprzestrzeni. Ludzie z całej Polski i z zagranicy, w tym spora grupka Gnieźnian, zachęconych zapewne przez nasz portal i Interaktywne Muzeum Gniezna.

Początek niemal zwyczajowy w przypadku takiego śpiewania z 3 maja w tle. „Witaj majowa jutrzenko” - mazurek z tekstem Rajnolda Suchodolskiego użyty kiedyś w uwerturze Polonia przez samego Richarda Wagnera, wróżył już dobre spotkanie. Jeszcze mieliśmy jednak klimat typowych śpiewanek patriotycznych, choć śpiewający przed monitorami byli niesłyszalni. Drugi utwór zmienił kompletnie przebieg i dynamikę koncertu. Prosta niezwykle poruszająca pieśń Krzysztofa Matejczyka — Zapomniany Posterunek opowiadająca właśnie o tym miejscu i tych bohaterach spod Gniezna, którzy tworzyli wspomnianą redutę, podniosła wszystko na wysoki diapazon.

Niezwykle ascetyczne dźwięki gitary i wymowne słowa, celne, bo proste, jak okazało się i w komentarzach i rozmowach na tzw. privie w wykonaniu Pawła Mallka i Anny Kucharskiej u niejednego słuchacza wywołały ciarki na plecach i poruszenie. Dla dramaturgii koncertu było to niebezpieczne pociągnięcie, na szczęście gęstą podniosłą atmosferę w tym miejscu ponownie „ukameralnił” Robert Maziarz. Dalsza część koncertu to cały zestaw nieśmiertelnych piosenek śpiewanych przy podobnych okazjach. Od pieśni XIX wiecznej pieśni śpiewanej podczas późniejszych powstań śląskich Orzeł Biały przez Rozkwitały pąki białych róż, Piechotę, Przybyli ułani pod okienko, Serce w plecaku z fantastycznym podkładem odgłosów lasu, z wręcz epickimi stukania dzięcioła po Legiony i zagraną na koniec programu Rotę. Ta szczególna pieśń w skromnym wykonaniu z gitarą bez zbędnej wokalnej ekwilibrystyki zabrzmiała tak jakby, ktoś ją śpiewał nam na ucho, bez patosu, ale nie bez wzruszeń. Konopnicka jako poetka rozentuzjazmowana i społecznie i narodowo zabrzmiał po prostu po ludzku.

Wymuszony nieco przez frakcję gnieźnieńską podczas koncertu bez sprzeciwu organizatorów i współuczestników bis „Zapomniany Posterunek” był piękną „kropką nad i”. Biorąc pod uwagę nie tylko tych, którzy słuchali w czasie rzeczywistym, to było w tym lesie spore audytorium.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.