http://informacjelokalne.pl/images/banners/baner01a.jpg

After Blues w eSteDe. Trzy dekady grania z kombajnem perkusyjnym

Wyróżniony After Blues w eSteDe. Trzy dekady grania z kombajnem perkusyjnym

Fantastyczny koncert zagrał w sobotni wieczór w Gnieźnie szczeciński zespół After Blues, który wystąpił w sali widowiskowej Centrum Kultury eSTeDe. Korzystając z okazji krótko porozmawialiśmy z dwoma muzykami, którzy tworzą zespół odkryty kiedyś przez samego Tadeusza Nalepę.


W bardzo krótkich, acz pięknych słowach tłumaczą na początek rozmowy, którą przeprowadzamy jeszcze w kuluarach przedkoncertowych, na czym polega piękno i cały fenomen bluesa, jako muzyki współczesnej. - To jest muzyka bez napinania i bez oszukiwania, jest prawdziwa po prostu, tak należy powiedzieć – mówi Leszek Piłat, wokalista, basista i perkusista zespołu After Blues, który został założony w 1980 roku w Szczecinie. - Ona jest tzw. matką wszystkiego, jest i koniec. Choćbyśmy nie chcieli się z tym pogodzić, to musimy, bo tak jest – uważa Waldemar Baranowski, gitarzysta, wokalista i perkusista After Blues.

Duet, oprócz swojego repertuaru często korzysta z kompozycji słynnego zespołu Breakout, z którego frontmanami przed wielu laty blisko współpracowali. - Tadeusz Nalepa nas odkrył i zawsze go ciepło wspominamy, przyjaźniliśmy się i nawet kilka dni temu Tadek śnił mi się – opowiada W. Baranowski. Z kolei Mirze Kubasińskiej muzycznie towarzyszyli do końca życia. - My graliśmy z nią do ostatniego koncertu, w tym okresie ona diametralnie się zmieniła, otworzyła się na świat i propozycje, plany miała niesamowite i gdyby nie śmierć, to podejrzewam, że ona teraz by brylowała na scenach – wspomina L. Piłat.

Tadeusz Nalepa był producentem pierwszej studyjnej płyty obu muzyków w 1985 roku. - On był dla mnie kimś wielkim, zawsze patrzyłem z podziwem na jego zdjęcie i nigdy nie marzyłem nawet, że kiedyś z nim porozmawiam, a co dopiero współpracować czy zagrać na jednej scenie. Dlaczego przypadliśmy mu do gustu, ja nie wiem. No myślmy wszystkie jego solówki doskonale znali, może tym mu zaimponowaliśmy? Dla mnie poza Nalepą nie było nikogo, a Purple czy Zeppelini to są cienkie zespoły, liczy się tylko Nalepa, takie miałem myślenie wtedy i on o tym wiedział w pewnym momencie, nie wierzył z początku, ale jednak to mu chyba imponowało – tłumaczy Waldemar Baranowski.

Warto tutaj dodać jeszcze, że zespół wyrobił sobie dobrą markę, jako oryginalny zestaw muzyczny z powodu stylu gry na perkusji, na której grają obaj. - To było kiedyś ochrzczone jako kombajn perkusyjny. Nasz perkusista po prostu złamał sobie rękę i my sobie podczas prób graliśmy różne standardy, najpierw podłączyliśmy gdzieś tam stopę, potem werbel postanowiliśmy do tego dołączyć, pokombinowałem kilka dni i jakoś udało się to ustawić. Już pierwszy próby pokazały, że to jest dobry kierunek i tą drogą poszliśmy – przyznaje L. Piłat.  Co innego jednak wymyślić, a inną rzeczą już jest granie w tak wielu sekcjach muzycznych. - Bo graj sobie na basie, śpiewaj, obsługuj perkusję od czasu do czasu i jeszcze harmonijka jest czasami. Człowiek staje się jak jakaś instytucja muzyczna, my w sobie to wyrobiliśmy – kontynuuje W. Baranowski.

After Blues do tej pory wydali 13 płyt długogrających, a która jest ich zdaniem najlepsza? Okazuje się, że każdy ma inne zdanie na ten temat. - Dla mnie płyta najnowsza jest zawsze najbliższa – odpowiada krótko W. Baranowski. Ale płyt mają więcej, jak zauważa drugi z muzyków. - Jest taka płyta koncertowa pt. „International Blues Familly” z dwójką muzyków z zespołu niemieckiego Blues Company, a inna płyta warta uwagi też jest nagrana z dwójką muzyków niemieckich z zespołu Minsteri ta płyta nazywa się „After Blues and friends” - poleca na koniec L. Piłat.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.