http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

Tim McMillan wystąpił na inaugurację Weekendu Grajków Ulicznych!

Wyróżniony Tim McMillan wystąpił na inaugurację Weekendu Grajków Ulicznych!

Czas na muzycznych misjonarzy, jak przed rokiem o roli grajków ulicznych powiedział nam jeden z gości poprzedniej edycji Weekendu Grajków Ulicznych. Dziś ruszyła tegoroczna odsłona festiwalu, który na trwałe wpisał się już w program wakacyjnych wydarzeń kulturalnych w Pierwszej Stolicy Polski.  Gwiazdą wieczoru był Tim McMillan z Australii.


Pod hasłem „godojcie po naszymu” na Rynku rozpoczęła się dziś część oficjalna III Weekendu Grajków Ulicznych. Impreza jest organizowana w ramach Królewskiego Festiwalu Artystycznego i potrwa do niedzieli włącznie. - Sięgnęliśmy do słownika gwarowego, a więc gracze, tudzież graczyki, to po prostu muzykanci po naszemu określając. My nie stopniujemy tutaj oczywiście, że jedni to muzycy, a inni są jakimiś muzykantami. My chcemy pokazać, że nasza scena jest dla każdego, bo będzie tu dziś różna muzyka gościła – mówi Jarosław Mikołajczyk, gnieźnieński dziennikarz, pomysłodawca i organizator festiwalu.

Sam inicjator wystąpił na sam początek ze swoją postacią sceniczną, jako Szczun z Karei, otwierając oficjalnie pierwszy wieczór tematyczny pt. Gracze i Graczyki. - To będzie freestyle, jak zwykle zresztą, bo Szczun z Karei ma wiele wspólnego z rapem i freestyle'uje. Chcę opowiedzieć o tym, że Gniezno jak najbardziej jest uprawnione do tego, żeby robić taki Festiwal Grajków Ulicznych, dlatego że pierwszy oficjalny grajek uliczny w Polsce został odnotowany w dokumentach w czasach XI/XII wieku, jako igrzec Jurek z Gniezna. Nie wiemy oczywiście, jak wyglądał i, czy był takim grajkiem prawdziwym, czy bardziej kuglarzem, który zajmował się lalkami i teatrem. Prawda jest taka, że granie uliczne w jego czasach było zajęciem dochodowym, a jak wiadomo to była sztuka uznawana za grzeszną i została zakazana, więc igrzec Jurek na dyspensę i przebłaganie kurii gnieźnieńskiej ofiarował jedną ze wsi pod Kłeckiem, których miał trochę więcej, czyli dobrze zarabiał i ja życzę wszystkim grajkom ulicznym, by im się wiodło tak dobrze, jak temu igrcowi Jurkowi – dodaje J. Mikołajczyk.

W kolejną imprezę wpisuje się Zespół Muzyki Dawnej „Huskarl” z Gniezna, który przy użyciu dudów i bębnów prezentował swoją muzykę inspirowaną dźwiękami średniowiecznymi, a na początek zaprezentowali taniec niemiecki z czasów średniowiecznych. Nie mogło zabraknąć oczywiście akordeonisty – Leszka Sypniewskiegoo z Konina, którego instrument najbardziej kojarzy się z ulicznym muzykowaniem. Swoje popisy gwarowe bardzo zgrabnie następnie zaprezentował także Marek Makaron Motyka ze Śląska, który łączy śląską gwarą z muzyką bluesową.

Zagrali kilka fajnych wpadających nawet momentami w hardrockowe brzmienie kawałków, np. „Dwa Białe Psy”. - Ta gwara najbardziej jest żywa właśnie w Wielkopolsce i na Śląsku, są zresztą niektóre słowa podobne do siebie, przecież to był jeden zabór pruski. W naszym programie są stare śląskie pieśni, które często mają 200-300 lat, śpiewamy je w języku staropolskim, tak jak kiedyś śpiewali opolanie i bobrzanie. Tam jeszcze nie było wtedy żadnych zniemczeń i wpływów czeskich, np. „Kieby jo wiedzioł, kiedy ja umra” albo „Kiejny ja mej mataczce”, takie słowa dziś zabrzmią z naszą muzyką bluesową, niekiedy Polacy nawet nas nie za bardzo rozumieją i stwierdzają, że chyba śpiewamy w języku chorwackim, bo na pewno nie po polsku – opowiada Marek Makaron Motyka, gitarzysta i wokalista z Bytomia.

Gwara śląska bardzo dobrze sprzedaje się podczas ulicznego koncertowania, być może nawet jeszcze lepiej aniżeli w naszych stronach. - Na Śląsku to jest wciąż coś normalnego, zwyczajnego i nawet powiem, bo wiemy, że tutaj gwara trochę jakby zanika, a nasze miasta z tym problemu nie mają. Każda baba gada po naszemu w każdej kwiaciarni i każdym einfarcie, czy jest to sklep mięsny czy punkt monopolowy. Co mnie cieszy jeszcze bardziej, to naszą gwarą także posługują się osoby najmłodsze, na naszych podwórkach są dalej takie klopsztangi, czyli trzepaki do dywanów i tam dalej te nasze bajtle, czyli dzieciaki „godojom po naszymu” i to nas cieszy – zachwala Rysiek Rajca, perkusista z Rudy Śląskiej.

Na koniec wystąpiła gwiazda wieczoru – Tim McMillan z Australii, który wystąpił w duecie ze swoją sceniczna partnerką, skrzypaczką – Rachel Snow. Publiczność, zajmująca już wtedy dużo więcej wolnych miejsc na widowni była wprost zachwycona. Długimi oklaskami nagradzała każde z wykonań ostatnich tego wieczora muzyków. - Tima McMillana nazwać wirtuozem, to jest zdecydowanie za mało powiedzieć – komentuje podsumowując Jarek „Mixer” Mikołajczyk.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.