Logo
Wydrukuj tę stronę

Marsz Równości przeszedł do historii bez histerii

Wyróżniony Marsz Równości przeszedł do historii bez histerii

Jeśli dzisiejsze wydarzenia związane z Marszem Równości przeszły do historii bez większej histerii społecznej to tak naprawdę jedynie dzięki fenomenalnej pracy policji. Poziom nienawiści, zdecydowanie dużo większy po stronie przeciwników Marszu Równości, przekraczał wszelkie normy społeczne.


Jak podkreślali zarówno przeciwnicy Marszu, jak i jego zwolennicy, zakaz prezydenta Gniezna podniósł temperaturę i dlatego przyjechała spora grupa zarówno tęczowych – pisząc w uproszczeniu, jak i ich wrogów.

- To jest tak, że wcale nie lubię się afiszować, to nie jest mój klimat manifestować swoją miłość. Kiedy jednak dowiedziałem się, że władze Gniezna zakazują Marszu Równości postanowiłem przyjechać, bo ja rozumiem ludzi, którzy być może nie są świadomi, którzy myślą tak jak w czasach, gdy palono na stosie czarownice i homoseksualistów. Może po prostu się boją inności. Jeśli jednak prezydent miasta wydaje taki zakaz to mnie to boli. Wcale nie chce całować się z moim chłopakiem na ulicy, chciałbym tylko móc może go przytulić, chwycić za rękę. Jakkolwiek, ktoś na to patrzy my się kochamy – powiedział nam Michał z Sieradza.

Z drugiej strony, może poza niezbyt naukowymi wykładniami ruchu Pro Life sugerującymi, że homoseksualizm to prawie to samo co pedofilia i żonglującymi wyssanymi z palca danymi o procentach rzekomych pedofilów wśród środowisk LGBT ale jednak nie przepełnionymi totalna agresją, dominował jedno niecenzuralne słowo Wypie....

- Przyjechałem tu bo my kibice trzymamy się tradycji. Rodzina to rodzina – chłopak i dziewczyna. Jak nam chłopaki z Gniezna powiedzieli co tu się świeci i że homole z Polski mają zjechać, bo tu porządny prezydent zakazał tym tęczowym zbokom maszerować to zaraz mówiłem do kuzaja, że trzeba jechać bronić rodziny polskiej – powiedział nam Arek z Poznania z biało-czerwoną flagą na ramionach.

Nad grupą przeciwników marszu powiewała flaga z krzyżem celtyckim. Rzecz jasna raczej nie było to odwołanie do kultu solarnego, „Celtyk” wykorzystywany przez rasistowski Stormfront, w Polsce jest legalnym symbolem związanym między innymi z NOP.

Trudno zarówno uczestników Marszu Równości wrzucać do jednego worka jaki i przeciwników, choć w drugim przypadku ten wspólny mianownik może być bliższy rzeczywistości. Trudno utożsamiać zarówno Pro Life czy radnego PiS-u z obecnymi w kontrmanifestacji neonazistami z tatuażami swastyki czy rasistowskiej 14. A jednak chcąc nie chcąc stanęli oni w jednym szeregu również z kibolami. Przy czym słowo kibole jest sporym uproszczeniem, zatem nie piszemy tu o kibicach, a agresywnych jednostkach, których protest nie ograniczył się do banerów, transparentów, no tacy też byli. Piszemy o tych, którzy, pluli, rzucali jajami, szkłem, farbą z olejem, której np. nie można zmyć ze ścian Ratusza i nie wiadomo dlaczego obryzganego pomnika Chrobrego.

Przez całą trasę marszu dochodziło raczej do drobnych incydentów. Uczestnicy Marszu Równości, mimo ogromnej nienawiści okazywanej prze przeciwników, zachowywali pokojowe przesłanie i radosny kolorowy nastrój. Ich hasła wolne były od bluzgów i obraźliwych tekstów, przewodnim stało się wymowne: „miłość – to miłość, a nienawiść to zboczenie”, kradnąc ukochane słowo strony przeciwnej tęczowi trochę rozsierdzili stronę przeciwną.

O ile przywitanie zgotowane na Rynku na początku Marszowi przez przeciwników – mimo ostrych napisów na transparentach i kilku gróźb karalnych, mieściło się w pewnych granicach standardu, i tu raczej uczestnicy wcześniejszego performance z królami trzymali wszystko w ryzach, o tyle na trasie i na powrocie na Rynek gdyby nie postawa policji mogło by się wszystko skończyć bardzo groźnie.

Policja użyła kilkukrotnie gazu łzawiącego. Ostatecznie sam marsz był dzięki przytomnemu profesjonalizmowi policji od początku do rozwiązania dość bezpieczny.

Trzeba też niestety przyznać, że agresja i nienawiść ze strony przeciwników Marszu Równości choć przeszły najśmielsze wyobrażenie momentami były przewidywalne. Prowokacje ze strony doklejonej do Marszu, Antify były jednak kompletnie absurdalne. A trzonki od siekier jako drzewce flag nie przypominały pacyfistycznego przesłania.

Ostatecznie I Marsz Równości w Gnieźnie przeszedł do historii. Było to na pewno ważne wydarzenie społecznie i być może przełomowe, zwłaszcza, że wielu zwyczajnych mieszkańców reagowało z życzliwością. Niewątpliwie jednak zarówno Piotr Moszczeński – który podjął się przewodniczenia marszowi, jak Kamila Kasprzak–Bartkowiak czy niezwykle do końca odważna Alex Freiheit ale i prowadzący marsz Jan Jamiołkowski pokazali, że można wiele zdziałać, gdy człowiek przestaje się bać. Trzeba też jasno powiedzieć, że tak naprawdę niespełna 10 osób zostało doprowadzonych na komendę. To jednak procentowo niewiele. W samym marszu zwolenników Równości mogło wziąć udział około 700 osób, ochraniało marsz około 400 funkcjonariuszy.   

Piszący te słowa obserwował marsz służbowo, bez zaangażowania po żadnej ze stron a jednak, nie wiedzieć dlaczego jeszcze na 1,5 godziny przed marszem został pchnięty przez jednego z przeciwników marszu na jedną z bram i usłyszał wiele inwektyw sugerujących, że jak pojawi się na paradzie cweli to uśmiech mu zgaśnie.

Informacjelokalne.pl